piątek, 19 października 2018
Joga - trening dla ciała i umysłu
niedziela, 11 września 2016
Szklarska Poręba... drugi dom??? :)
NA PEWNO MIEJSCE, W KTÓRYM CZUJĘ SIĘ CUDOWNIE :)
Zloty motocyklowe w Szklarskiej Porębie były niegdyś najbardziej wyczekiwane w ciągu roku. Jechało się maluchem albo Junakiem- były różne wynalazki. Jak już z oddali wyłaniały się choćby najmniejsze pagórki nasza radość nie miała granic. W Szklarskiej kilka tysięcy motocykli, kilka tysięcy zlotowiczów. Początek sierpnia to były tłumy ludzi, ale wspominam to z ogromnym sentymentem. Zastanawiałam się ostatnio gdzie jest takie miejsce, w którym dobrze się czuję, takie moje. Teraz już wiem. To Szklarska Poręba! Dlaczego zajęło mi to tyle lat? Hmmm...Bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
W ostatni weekend wakacji dzięki mojemu bratu i bratowej zdecydowaliśmy się wyjechać do znajomych na kwaterę. Jechałam z duszą na ramieniu- jak to będzie, tyle lat się nie widzieliśmy, a jak się widzieliśmy to na zlocie, a tu normalne życie. Było troszkę obaw, ale już od pierwszej chwili było cudownie. Jola i Tomek to wspaniali ludzie. Fajnie było się z nimi spotkać, pogadać, posiedzieć przy ognisku, wypić piwko. Ich dom to mój dom marzeń. Wszędzie drewno, cegła, stare graty, które bardzo pasują do całego domu i do właścicieli. Widać pasję, serce i ciepło domowego ogniska. Jola, świetna dziewczyna, która jest świetną żoną, mamą i kumpelą. Tomek- wieczny dzieciak, pozytywnie zakręcony.
Nasze dzieci w podobnym wieku, więc dogadywały się bez problemu. Niko nawet udawał ból nogi, żeby nie musiał z nami na Kamieńczyk iść, tylko mógł z Michałem w domu zostać. Ale to dobrze, może z tego jakaś fajna przyjaźń na przyszłość będzie. Dom ich na górze, z której rozciąga się widok na przepiękne góry. Można godzinami siedzieć i patrzeć, kawkę pić, jakieś dobre ciacho zajadać. Ach marzenie moje!
Przeszliśmy sobie główną ulicą w Szklarskiej. Wszystko wokół wygląda tak samo, jak kiedyś. Sklepy, restauracje, kawiarnie, każdy kamień. Zjedliśmy deser w naszej ulubionej kafejce, byliśmy na pizzy w naszej ulubionej pizzerii. Wszystko tak samo, nic się nie zmieniło. Nie muszę mieć zagranicznych wakacji, choć pewnie nie zrezygnuję z odwiedzania coraz to nowych miejsc, ale to miejsce to dom, w którym mogę dobrze zjeść, pobyć wśród fajnych ludzi, pooglądać piękne widoki.
Moje dzieci patrzą, słuchają naszych opowieści, jak to tata z mamą byli na zlocie w dziewięćdziesiątym którymś- trudno im to sobie wyobrazić. Mam taką cichą nadzieję, że moje dzieci będą dużo podróżować, zwiedzać, odwiedzać różne, piękne miejsca. Ale chciałabym, żeby mieli też swoje miejsce na ziemi, gdzie będzie im dobrze, gdzie zawsze będą wracać z sentymentem. Tego sobie i im życzę.
Polecam gorąco :)
poniedziałek, 30 maja 2016
Relaks w ogrodzie :)
W tym roku obiecałam sobie- żadnego ogrodu, żadnych warzyw, owoców- za dużo pracy, za dużo trzeba poświęcić czasu, którego tak bardzo mi brakuje. Ale... kiedy kupiłam pierwsze pomidory na targu- pachnące, o cudownym smaku, stwierdziłam, że to miejsce w moim ogrodzie nie może się marnować! Bez pierwszy raz zakwitł, winogrono powoli rośnie, porzeczki, agrest już są. To owoce mojego dzieciństwa. Pewnie każdy zajadał drożdżowy z agrestem, porzeczkami i cukrem! Każdy pił kompot z owoców. Już nie mogę się doczekać. Za to najbardziej lubię lato.
Kolejny rok będę miała przepyszne truskawki. Krzaczki rosną jak chwasty a dostałam małe sadzonki. Najważniejsze jest to, że wiem co jem! Moje dzieciaczki mogą zerwać truskawki prosto z krzaczka i zajadać je bez cukru, bo woda i słońce sprawiają, że są przepyszne, czerwone i słodkie. Jeszcze niedawno miały pełno kwiatu, a teraz w ich miejsce pojawiły się pierwsze owoce :)
Jestem dumna z mojego warzywniaka :) to wszystko zrobione przeze mnie - własnymi rękami! Dzięki temu smakuje jeszcze lepiej! Nie wyobrażam sobie rosołu bez swojej własnej prywatnej włoszczyzny, bez lubczyku, który nadaje cudowny smak zupom i sałatkom. A jak pachnie!!!! No i oczywiście ma też inne ważne właściwości :) według wierzeń starych ludzi to afrodyzjak, więc polecam! :) Mi porosły 3 wielkie krzaki (z siewu)!
A oto mój warzywniak! W tym roku posiałam ogórki, marchew, pietruszkę, koper, fasolkę szparagową (uwielbiam do obiadu z bułką tartą i masłem), roszponkę, rzodkiewkę. Zasadziłam pomidory- malinówki, bawole serca i 2 krzaczki koktajlowych. Posadziłam też seler, por, sałatę, kalarepę.
Pamiętam ten kawałek ziemi jeszcze 4 lata temu! Pod płotem, jak i na reszcie działki były chwasty. Chwasty były większe ode mnie. Ale z moim uporem poradziłam sobie z nimi. Oczywiście nie bez problemów. Po kilku dniach wyrywania takich chwastów po 180cm ręce bolały mnie tak, że siatki z zakupami nie mogłam unieść. Czułam się tak, jakbym powyrywała je sobie z zawiasów! Do tego zafundowałam sobie kopanie w ziemi, a raczej w glinie, bo taka u mnie ziemia! Kopałam łopatą. Poprosiłam męża o pomoc w wyznaczeniu miejsca na warzywniak. Wyznaczyliśmy kawałek 3 metry na 9 metrów-to ten kawałek na zdjęciu powyżej! I to przekopałam łopatą! :) Na samą myśl ręce mnie bolą. Później, dzięki uprzejmości sąsiada, dosypano mi trochę piasku i znowu kopanie, żeby wszystko wymieszać. Zanim skończyłam przygotowywać ziemię pod uprawę prawie zaczął się lipiec. Zaczęłam siać. Niektórzy pukali się w głowę, twierdzili, że nic z tego nie będzie, że to za późno. W pierwszym roku miałam piękną, wielką marchew, pietruszkę i całą włoszczyznę. Byłam ogromnie z siebie dumna. Jestem z siebie dumna. Nie wierzyłam, że będę potrafiła sama temu sprostać. Ogród nie wygląda jeszcze tak, jakbym chciała, ale może kiedyś. Na razie mam swój warzywniak, mam drzewa owocowe, które sama kupiłam i z mężem posadziliśmy, mamy miejsce do odpoczynku. Jest cudownie!
Kiedy mam męczący dzień w pracy, jestem zła albo mam ochotę zabić, wtedy idę do ogrodu, wyrywam chwasty, podlewam, siedzę sobie na ławce, korzystam ze słońca - to najlepszy w świecie relaks. Po jakimś czasie zdaję sobie sprawę, że wszystko mi minęło, że zapomniałam o złości, o gorszym dniu w pracy, o tym co złe. Cały stres mija, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mam inną energię. Lubię przesiadywać w moim ogródku, najlepiej z butelką złocistego napoju :) i książką!
Kocham lato :)
Taki relaks polecam wszystkim, którzy mają możliwość, żeby sobie go zafundować! Kawałek ziemi i już :) Super sprawa :)
