Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śmierć. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 października 2017

"ANIA" wzruszająca książka o Ani Przybylskiej

Bardzo lubiłam tą aktorkę. Była troszkę starsza ode mnie. Piękna, utalentowana, cudowna aktorka, wspaniała mama. Coś o Jej życiu wiedziałam, jakieś fakty kojarzyłam- w końcu to osoba publiczna. Wiadomość o Jej śmierci bardzo mnie wzruszyła i ogromnie zdołowała. Pomyślałam jako matka, że zostawiła swoje dzieci, że teraz one będą bardzo tęsknić. Nie wyobrażałam sobie co muszą czuć. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co Ania musiała czuć odchodząc. Jak bardzo musiało boleć Ją to, że zostawia takie maluszki. To dla mnie niewyobrażalne. Czy da się zrobić instrukcję w razie śmierci? Oczywiście, że się da. Czy da się na to przygotować? Nie. Nie da się na to przygotować. Nikt nigdy nie jest gotowy na śmierć. Nie wyobrażam sobie co przeżyłyby moje dzieci. Kto by je przytulił? Kto by usiadł z nimi do lekcji? Kto wyprasował ubrania? Kto zrobił ich ulubioną pizzę? Kto pocałował bolące miejsca??? Jest we mnie taki strach, jak sobie poradzą, jeśli by mi się coś stało.


Słyszałam o książce "Ania", ale jakoś parcia do kupienia nie miałam. Widziałam w internecie akcję promocyjną. Czytałam fragmenty przytaczane przez różnych ludzi. Wchodząc ostatnio do księgarni, w której miałam zrobić ksero, rzuciła mi się w oczy ta książka. Uśmiech Ani bił po oczach już od wejścia. Nie zastanawiałam się, kupiłam i pojechałam do domu. Przeczytałam jednym tchem. Książka o życiu Ani. O Jej życiu zawodowym i prywatnym. Opowieść o pięknej dziewczynie, cholernie zdolnej, bardzo fajnej, normalnej. Ania była osobą, która potrafiła porozmawiać z wielkim reżyserem i sprzątaczką. Lubiącą sprośne żarty. Umiejącą zjednać sobie ludzi. Była bardzo dobrą osobą, niezwykle utalentowaną, uśmiechem i tymi wielkimi oczami rozbrajającą. Książka pokazuje jak wyglądało Jej całe życie- od dzieciństwa po kres życia i śmierć.


Ania to bardzo żywiołowa osoba, trzpiotka. Od dzieciństwa wiedząca co chce w życiu robić i dążąca do spełnienia swojego marzenia. Trafiała w życiu na różnych ludzi. Była w nieudanych związkach, które mogły zniszczyć Jej marzenia, ale na szczęście w porę wychodziła z tych toksycznych relacji. Śmierć Jej ukochanego taty był dla Niej ciosem. Marzyła o dużej rodzinie, o wspaniałym mężczyźnie i czwórce dzieci. Los nie był dla Niej łaskawy, dwójkę dzieci straciła. Nie wyobrażam sobie co musiała czuć. Stworzyła wspaniałą rodzinę. Potrafiła zrezygnować z siebie dla swoich najbliższych. Potrafiła przedłożyć dobro rodziny, dzieci, swojego partnera nad swoje ambicje. Fantastyczna osoba. Zastanawiam się i sama nie wiem czy potrafiłabym tak, jak Ona. Czy umiałabym się poświęcić dla rodziny? Zrezygnować z marzeń i planów? Kocham ich, ale póki nie byłam w takiej sytuacji nie wiem co bym zrobiła. Ania potrafiła. Jaką trzeba być osobą, jak bardzo kochać.


Umarła 3 lata temu. Opowieść mamy Ani o Jej ostatnich chwilach jest bardzo wzruszająca. O dwóch łzach spływających po Ani policzkach, kiedy wydała ostatnie tchnienie. Ryczałam! Po prostu rozbeczałam się jak dziecko. To niemożliwe, żeby tak wspaniała osoba odeszła. Jej cząstkę mamy w filmach i wielka szkoda, że już nigdy żaden nowy film z Anią się nie ukaże.


Myślę sobie, że gdybym spotkała Ją na swojej drodze albo byłybyśmy przyjaciółkami na zabój, albo nienawidziłybyśmy się na śmierć i życie. Dostrzegam w Ani wiele podobnych cech, zachowań. Chyba jednak byśmy się dogadały.


Czytałam wiele komentarzy w internecie o tym, że po co rozdrapywać Ani śmierć. Ktoś pytał po co książka, po co film? Dlaczego? Co tej mamie przyszło do głowy, żeby opowiadać o śmierci Ani? A ja pytam a dlaczego nie? Dlaczego nie wspominać cudownej, ciepłej osoby. Dlaczego nie mówić o kimś, kto był normalny, mimo tego, że był sławny i lubiany. Ania powinna być wzorem do naśladowania. Ludzie są straszni, myślą, że  w internecie mogą wszystko. W dzisiejszych czasach mało jest empatycznych, fajnych ludzi, którzy powiedzą- cholera, rzeczywiście umarła świetna osoba, bardzo szkoda. Zamiast tego wylewają żale i komentują nie mając tak naprawdę nic mądrego do powiedzenia.


Ach... znak naszych czasów!


Ja jednak książkę polecam i twierdzę, że warto przeczytać. Można się pośmiać, zadumać i popłakać. Można też wziąć przykład z wielu postaw życiowych Ani.


Ania. Biografia Anny Przybylskiej

poniedziałek, 22 maja 2017

Zbigniew Wodecki nie żyje, kolejna ogromna strata :(

Dziś zrobiło mi się bardzo przykro, kiedy w pracy przeczytałam wiadomość o śmierci Zbigniewa Wodeckiego. To fantastyczny człowiek, wspaniały artysta. Ten głos, ta trąbka i skrzypce będą mi towarzyszyć zawsze. Uwielbiam Go. W tym roku mężowi na urodziny sprawiłam płytę z największymi przebojami Pana Wodeckiego.


Cóż... będzie grał tam- do góry, im będzie umilał czas dźwiękami trąbki i swoim cudownym głosem. Nam zostały Jego płyty i muzyka, która jest wieczna.


Ogromna strata. Żal. Smutek. Szkoda. Wielka szkoda.


"...do znajomych drzwi pukać myśląc czy,


czy nie stanie w nich czasami,


tamten chłopak ze skrzypcami..."


Ach... smutno :(


[*]


images

poniedziałek, 20 marca 2017

"Powietrze, którym oddycha" Cherry C. Brittainy -książka godna polecenia

Mam ostatnio lenia, strasznego lenia! Oglądam dużo TV, zauważyłam też, że dużo przesiaduję na FB! Nie wiem czy to już choroba? Nigdy nie chciałam uzależniać się od tego typu rzeczy, ponieważ zbyt dużą aktywność w mediach społecznościowych uważałam zawsze za dziwne zjawisko. A teraz zauważam, że i mnie wciągnęło. Nie chcę tego, ponieważ zdaję sobie sprawę, że mam dom, dzieci, męża i nie poświęcam im tyle czasu, ile bym mogła. Staram się ogarniać wszystko w jednym czasie. Teraz już wiem dlaczego ostatnio jestem tak rozdrażniona i wiecznie niewyrobiona. Na pisanie tutaj też mi czasu nie starcza.


Ale... zajmę się tym! W końcu kto jak nie ja :) Muszę się trochę zmobilizować i rozplanuję sobie odpowiednio każdy element, dla każdego wygospodaruję czas, a i dla siebie też zostawię choć kilka minut.


Znalazłam jednak czas na przeczytanie książki, którą poleciły mi koleżanki z pracy- dzięki Gosia, mimo wielu łez wylanych nad książką, warto było! "Powietrze, którym oddycha" to książka przesiąknięta bólem, różnego rodzaju emocjami. Czyta się ja jednym tchem, wciąga niesamowicie. Autorka opowiada o ludziach- Liz i Tristianie, którzy w wypadkach samochodowych stracili najważniejsze osoby w swoim życiu. Cała historia jest bardzo realistyczna. Książka nie jest słodkim romansidłem. Bohaterowie przeżywają realne tragedie. Towarzyszy im pustka, żal i cierpienie po stracie najbliższych. Zrozumiałe jest to, że nie mogą sobie poradzić z codziennością i dalszym życiem. Nie wyobrażam sobie życia bez moich bliskich, dlatego też wczułam się w sytuację bohaterów. Takie sytuacje się zdarzają, więc historia nie jest aż tak bardzo odległa i niemożliwa. Życie pisze różne scenariusze.


Książka spowodowała, że kolejny raz zaczęłam myśleć o swoim życiu. Z doświadczenia wiem, że różnie bywa, nigdy nie wiemy co nas czeka za kolejnym zakrętem. W jednej chwili możemy stracić cały nasz świat. Dlatego najlepiej żyć chwilą, żyć tym, co daje nam radość. Nie ma sensu tracić czasu na kłótnie, złości, fochy. Ja swoje życie już jakiś czas temu przewartościowałam i chciałabym w tym wytrwać. Takie książki przypominają o tym jak kruche jest nasze życie. Przypomina, żeby nie tracić czasu, tylko przeżywać wszystkie chwile najlepiej jak się potrafi i dawać radość i uśmiech innym.


Książka jest godna polecenia. Aczkolwiek twierdzę, że jest to literatura przeznaczona dla kobiet. Jeśli nie wiecie co kupić koleżance, przyjaciółce, mamie, siostrze, ta książka będzie wspaniałym prezentem (koszt ok.30zł).


"Stracić naprawdę kogoś bliskiego to bardzo bolesna strata.


To tak, jakby uciąć ptaku skrzydła i kazać mu latać"

sobota, 30 kwietnia 2016

Zwierzak w domu- najlepszy przyjaciel czy tylko pupil ?

Zwierzę w domu. Każdy pewnie jakieś miał. Ja będąc małą dziewczynką miałam chomiki. Nigdy nic większego, ponieważ mieszkałam w 45 - metrowym mieszkaniu z rodzicami i dwójką braci. Rodzice mądrzy ludzie, nie dopuszczali do tego, żeby jakiś zwierzak męczył się w bloku. Mój mąż miał inaczej, od dziecka psy. Ale Oni mieli możliwości- działka, na której mogły swobodnie biegać zwierzaki. Zawsze psy i zawsze owczarki niemieckie. Od zawsze też psy były nastawione na przeganianie kotów. Nigdy mój mąż kotów nie lubił. Do czasu, kiedy przed naszym domem pojawił się mały rudzielec. Zupełnie bezpański. Przygarnęliśmy go. Świetny to był kocurek. Ale chciał więcej swobody i z tarasu zszedł na dół, gdzie czekał na niego nasz owczarek. Po tym płacz i lament. Szukanie w internecie. Po jakimś czasie znalazłam w necie  rudzielca. Malutki, rudy, cudowny. Pojechaliśmy 150km, przywieźliśmy go do domu i tak z nami został. Były momenty, że denerwował mnie strasznie, bo sikał po kątach, bo gryzł, ale było też wiele wspaniałych chwil. Mam je uwiecznione na zdjęciach. Kiedy śpi  z moimi dziećmi. z moim mężem. Niestety wczoraj wchodząc do domu z najmłodszą pociechą wymknął się i natrafił na schodach naszego psa. Neron długo nie myślał. Zaatakował go. Dzieci w płacz i krzyk. Próbowałam odciągnąć psa, ale nie łatwo poradzić sobie z wielkim owczarkiem. Kilka razy kot uciekł mu z pyska, musiałam za nimi gonić, darłam się, że gardło do teraz mnie boli. W końcu udało mi się psa zamknąć w kojcu, kota kazałam dzieciom zabrać do domu. Niko zaniósł go i położył na podłodze. Jak przybiegłam do domu kot leżał i płakał. Straszny widok. Dzieci płakały. Podłożyłam Tofikowi ręcznik, żeby mu było ciepło na płytkach. Próbował się podnieść, ale tylna noga była albo złamana, albo zmiażdżona. Męża niestety nie było w domu, ale szybko zadzwoniłam. Wieczorem jak wrócił, pojechał z nim do weterynarza, kot dostał kroplówkę. Został tam na noc. Rano mąż dostał telefon od pani doktor, że niestety jego stan się nie poprawia. Zasugerowała, że lepiej go uśpić. ponieważ wnętrzności są zmiażdżone, do tego musiałby mieć operację, której pewnie by nie przeżył. Noga do amputacji, a kot tylko by się męczył. Mąż podpisał zgodę na eutanazję. To tylko, a może aż kot. Członek naszej rodziny, który o 18.00 każdego dnia siedział na oknie i czekał aż przyjadę z dziećmi z pracy, który wskakiwał na kolana męża kiedy ten przychodził z pracy. Spał z nami w łóżku. Tęsknił kiedy nas nie było. Trudno się pogodzić z tym, że go nie ma. Trudno pozbierać jego zabawki, karmę, kuwetę, miseczki. Teraz wiem, to był nasz prawdziwy przyjaciel, członek rodziny.


Żegnaj Tofik :(


tofik2 tofik3 tofik4 tofik5 tofik6 tofik7 tofik8 tofik9 tofik10 tofik13 tofik15

Kocha się tak bardzo zwierzęta, a co z ludźmi? To tak odnosząc się do poprzedniego mojego wpisu.

 

sobota, 20 lutego 2016

"Chemia" Bartka Prokopowicza

Wczorajszy dzień to walka ze strasznym wirusem, który przyplątał się do naszego domu. Gdyby to dotyczyło mnie to nie ma tematu, ale kiedy moja mała Pola leży chora, wymiotuje z każdym łykiem herbatki, z każdą zjedzoną chrupką. Kiedy taki mały brzdąc całą nic wymiotuje, cały dzień nic nie je, człowiek siedzi i modli się o to, żeby jak najwcześniej to się skończyło. Cały dzień siedziałam przy niej, uważałam czy je, czy pije, podstawiałam miskę kiedy trzeba było, strasznie mi jej żal. Starszy siedział do góry, grał w gry, ale cały czas boję się, że za chwilę on też będzie chory i wszystko wskazuje na to, że tak niestety będzie. Siedziałam tak wczoraj, oglądając bajki, które widziałam już milion razy, ale jeśli dziecko ma być szczęśliwe, to mogę je oglądać w kółko. Kiedy mała zasnęła, wymęczona, przypomniałam sobie, że kupiłam ostatnio gazetę "Elle" i to nie dlatego, że bardzo lubię być fashion czy oglądać miliony reklam w gazetach, nie! Do gazety dołączony był film "Chemia" Bartka Prokopowicza, który bardzo chciałam obejrzeć. Czekałam na ten film, tak jak za "Joanną". Obie dziewczyny - Magda Prokopowicz i Joanna Sałyga, były niesamowite, dzielne, walczące, głodne życia. Każda z nich mądra, niesamowicie inteligentna, dbająca o swoje dzieci. Niestety obie zmarły na raka. Ale każda zostawiła po sobie wiele dobra. Film "Chemia" został nakręcony przez męża Magdy- Bartka Prokopowicza, jest inspirowany życiem Magdy. Film jest bardzo wzruszający, pokazujący życie w chorobie. Ukazujący rozterki, cierpienie, chęć życia, ucieczki od wszystkiego. Miłość w chorobie i opieka drugiej osoby są niezmiernie ważne, ale niestety osoba, która mierzy się z chorobą- ze śmiercią i jest tego świadoma, postępuje nierozważnie, niezrozumiale dla otoczenia. Magda walczyła z rakiem, chociaż na początku wcale tego nie chciała, była świadoma, że umrze, jak jej rodzice. Jednak Bartek sprawił, że zaczęła walczyć o siebie, a później kiedy okazało się, że jest w ciąży, również o dziecko. Film ukazuje wszystkie uczucia, wątpliwości bardzo trafnie i dosadnie. Nazywa rzeczy po imieniu. Bartek Prokopowicz wie o czym mówi bo przeżył to, był w takiej sytuacji. Historia Leny i Benka jest niezwykła. Aktorzy świetnie zagrali swoje role, są autentyczni, poruszający i przekonujący. W rolach głównych Agnieszka Żulewska, Tomasz Schuchardt, Danuta Stenka. Aktorzy musieli poradzić sobie z bardzo poważnym tematem. Film jest różnorodny, ukazuje życie codzienne z rakiem, animowane obrazy ukazujące raka, atakującego od wewnątrz Lenę, jest bardzo mocny. Nie każdemu się spodoba ta forma, jednak do mnie przemówiła. Czytałam o Magdzie jeszcze za jej życia, oglądałam jej wywiady (polecam wywiad z Monika Jaruzelską), słuchałam uważnie zarówno jej, jak i Bartka, który opowiadał o swoich odczuciach, byli szczerzy, opowiadali o tym co działo się z ich związkiem, rodziną. Choroba zawładnęła tym wszystkim, nic się nie liczyło, był rak i wszystko inne. Niestety film kończy się śmiercią Leny. Ja polecam film szczególnie osobom, które nie będą pytać o jego sens lub jakiej rozrywki nad dostarcza. Każdy, kto ma choć trochę wrażliwości w sobie zrozumie i nie będzie próbował głupio oceniać.


POLECAM GORĄCO


chemia