sobota, 24 lutego 2018
Zakończenie ferii. Popołudnie w kinie.
czwartek, 22 lutego 2018
Ferie- cudowny czas spędzony z dziećmi
Po godzinie rzutów- aż ręce bolały, ale paznokcie całe- pizzy, nuggetsach, frytkach, pojechaliśmy do Gianta na Jumparenę. Aż żałuję, że nie mogłam wejść na te trampoliny i sama poskakać! Ale mam dwójkę dzieciaczków, więc Niko poszedł na jumparenę poskakać, ciocia i Wika go pilnowały, a ja z Polcią poszłam na plac zabaw dla mniejszych dzieci. Pola była bardzo szczęśliwa. Biegała, bawiła się, od razu znalazła koleżanki i kolegów. Zjeżdżała na dmuchanej zjeżdżalni (bez limitu!), mogła skakać na trampolinie, biegać po statku piratów, korzystać ze wszystkiego. Dzieci tam naprawdę szaleją. Rodzice mogą posiedzieć, popatrzeć na swoje pociechy.
Po godzinie Niko wyszedł mokry, Pola też nieźle spocona. Oboje bardzo szczęśliwi. Pojechaliśmy do McDonalds'a na jedzenie. Tam dzieciaki od razu pobiegły do pokoju zabaw, zastanawiam się skąd mają tyle siły. Ale to są dzieci i mają niespożytą energię.
Po wszystkim pojechaliśmy do domu. Dzieciaki usnęły w aucie, obudziły się dopiero jak dojechaliśmy do domu. To był dobry dzień. Teraz dzieciaki czekają na kolejne atrakcje. Niestety ferie dobiegają końca, ale myślę, że dzieci będą miały co wspominać.
czwartek, 15 lutego 2018
Ferie 2018
sobota, 28 stycznia 2017
"Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" GORĄCO POLECAM :)
W piątkowy wieczór uciekłam po kryjomu z domu, żeby dzieci nie widziały i zniknęłam na dwie godziny. Telefon wyłączony, małe, kameralne kino, ja i "Sztuka kochania". Byłam bardzo ciekawa czy film mi się spodoba, czy nie będzie to kolejny "Grey" dla bab (na Greyu nie byłam i jakoś mnie nie interesuje, tylko z recenzji mogę porównać). No ale... Proszę Państwa... film mnie rozwalił. Cudowna gra Magdaleny Boczarskiej- uwielbiam ją, fajna postać Adamczyka - tego się po Papieżu nie spodziewałam ;) Film zrobił na mnie ogromnie wrażenie.
Michalina Wisłocka kobieta walcząca o inne kobiety. Sama uwikłana w dziwne relacje z mężem, przyjaciółką, kochankiem. Nieszczęśliwa kobieta, robiąca wszystko, żeby ulepszyć życie milionów Polaków, dać radość z seksu kobietom. Uświadamiała ludzi o ważności tej sfery w życiu każdego człowieka. Tłumaczyła jaki seks ma wpływ na życie, na utrzymanie rodziny, na wierność w związkach. Musiała walczyć z systemem- i tu świetne role Arkadiusza Jakubika i Wojciecha Mecwaldowskiego, jako działaczy partyjnych, a raczej "członków" parti :)
Cytat z Wisłockiej "Jesteś z waginy. A ciebie też rodzice w kapuście nie znaleźli".
Film opowiada o Polsce w czasach szarych, smutnych, od lat 40-tych do 70-tych. Kobieta taka, jak Wisłocka nie była na rękę ani władzom, ani klerowi, ani prasie. W filmie pokazano, jak Wisłocka tłumaczy kobietom, jak osiągnąć orgazm, jak same mogą sobie pomóc. Muszę powiedzieć, że jest wiele scen, które rozśmieszają do łez. Ludzie bardzo żywo reagowali na sceny Wisłockiej, która walczy z władzą, która tłumaczy kobietom, jak kochać się ze sobą. W filmie pokazano bardzo odważne sceny erotyczne. Można się jednak było tego spodziewać- już sam tytuł sugeruje- nie będzie tylko mowy o "tych sprawach", ale też będzie wszystko dobitnie pokazane. Skomplikowane życie Wisłockiej daje do myślenia. Ta kobieta bardzo pogubiła się w życiu, była ekspresyjna, ekscentryczna, ale też bardzo wrażliwa, mimo ciętego języka i pewności siebie. Taka kobieta z jajami. Potrafiła postawić się mężczyznom. Wisłocka próbowała nauczyć ludzi cieszyć się z seksu, potrafić o nim rozmawiać, nazywać swoje narządy płciowe, zabezpieczać się- antykoncepcja niestety była w tamtych czasach była odrzucana przez społeczeństwo.
Film naładował mnie pozytywną energią. Polecam wszystkim.
niedziela, 15 stycznia 2017
"Lepiej późno niż później" świetna komedia romantyczna
Oglądałam już wiele razy. Za każdym razem patrzę z takim samym zachwytem, biegam wzrokiem po całym ekranie. Uwielbiam Diane Keaton i Jack'a Nicholsona. Są świetni. Zabawni. Ogólnie lubię komedie romantyczne, ale ta jest jedną z moich ulubionych. Piękny dom, wnętrza w bieli, kremach, beżach. Wszędzie kwiaty, wyobrażam sobie ten zapach unoszący się w całym domu. Okna wychodzące na bezgraniczny, błękitny ocean. Cudowne meble. Wielkie, stylowe biurko, przy którym Diane Keaton- filmowa Erica pisze kolejną sztukę- siedzi na pięknym krześle. W całym domu są cudowne lampy, z ciepłym światłem, miękkie kanapy, duża kuchnia z okrągłym stołem, z wyspą! Chciałabym mieć w swojej kuchni wyspę, chciałabym jasne, piękne, stylowe meble. I wiem, że tak kiedyś będzie :) kto jak nie ja! Ja zawsze realizuję marzenia, więc i to będzie zrealizowane.
Sama historia jest świetna i wciągająca. Córka Erici przyjeżdża do domu ze starszym mężczyzną! Oj gdyby moja Polcia tak przyjechała- strach się bać. Nie wiem jaka byłaby moja reakcja, ale wiem, że tata nie byłby zadowolony :) W nietypowy sposób starszy pan poznaje mamę swojej "dziewczyny". I wtedy się zaczyna. Wiele śmiesznych scen. Duża dawka romantyzmu. Spacery po plaży, nad brzegiem oceanu. Piękna sceneria. Podziwiam i zazdroszczę. Marzę o możliwości spędzenia choć jednej doby w takim domu, położonym w tak pięknym miejscu.
Akcja rozkręca się, matka zaczyna "kręcić" z "chłopakiem" córki. Dużo śmiechu. Seksu! Gosia K. ludzie w tym wieku też "to" robią :) i mogą bawić się równie świetnie jak młodzi. Przy cudownej mamie kręci się też młody lekarz, no i w tej roli Keanu Reeves- ach... obiekt westchnień, piękny, młody, przystojny, uwodzicielski. Nogi się uginają. Końcówka filmu do przewidzenia, ale i tak cudowna i romantyczna. Piękny Paryż, mała kawiarenka, bardzo przytulnie. No i to kolejne moje marzenie. Kolacja w tak pięknej scenerii, w romantycznej paryskiej knajpce, z moim ukochanym. I tak siedząc przed TV z lampką wina w ręce, wpatruję się w ekran, uśmiecham, oglądam z zapartym tchem. Podziwiam, zachwycam się, zazdroszczę i marzę.
Ktoś powie- kolejna baba oglądająca amerykańską szmirę, kolejną historyjkę, romansidło, a ja powiem, że mamy tyle problemów, tyle codziennych trosk, że taki film może poprawić humor i sprawić, że zaczniemy pozytywnie myśleć. I zamiast przejmować się tym, co niedobrego się dzieje, problemami dnia codziennego, polityką, podatkami, możemy po prostu zamknąć się w swoim azylu i pomarzyć, zrelaksować się.
POLECAM :)
sobota, 20 lutego 2016
"Chemia" Bartka Prokopowicza
Wczorajszy dzień to walka ze strasznym wirusem, który przyplątał się do naszego domu. Gdyby to dotyczyło mnie to nie ma tematu, ale kiedy moja mała Pola leży chora, wymiotuje z każdym łykiem herbatki, z każdą zjedzoną chrupką. Kiedy taki mały brzdąc całą nic wymiotuje, cały dzień nic nie je, człowiek siedzi i modli się o to, żeby jak najwcześniej to się skończyło. Cały dzień siedziałam przy niej, uważałam czy je, czy pije, podstawiałam miskę kiedy trzeba było, strasznie mi jej żal. Starszy siedział do góry, grał w gry, ale cały czas boję się, że za chwilę on też będzie chory i wszystko wskazuje na to, że tak niestety będzie. Siedziałam tak wczoraj, oglądając bajki, które widziałam już milion razy, ale jeśli dziecko ma być szczęśliwe, to mogę je oglądać w kółko. Kiedy mała zasnęła, wymęczona, przypomniałam sobie, że kupiłam ostatnio gazetę "Elle" i to nie dlatego, że bardzo lubię być fashion czy oglądać miliony reklam w gazetach, nie! Do gazety dołączony był film "Chemia" Bartka Prokopowicza, który bardzo chciałam obejrzeć. Czekałam na ten film, tak jak za "Joanną". Obie dziewczyny - Magda Prokopowicz i Joanna Sałyga, były niesamowite, dzielne, walczące, głodne życia. Każda z nich mądra, niesamowicie inteligentna, dbająca o swoje dzieci. Niestety obie zmarły na raka. Ale każda zostawiła po sobie wiele dobra. Film "Chemia" został nakręcony przez męża Magdy- Bartka Prokopowicza, jest inspirowany życiem Magdy. Film jest bardzo wzruszający, pokazujący życie w chorobie. Ukazujący rozterki, cierpienie, chęć życia, ucieczki od wszystkiego. Miłość w chorobie i opieka drugiej osoby są niezmiernie ważne, ale niestety osoba, która mierzy się z chorobą- ze śmiercią i jest tego świadoma, postępuje nierozważnie, niezrozumiale dla otoczenia. Magda walczyła z rakiem, chociaż na początku wcale tego nie chciała, była świadoma, że umrze, jak jej rodzice. Jednak Bartek sprawił, że zaczęła walczyć o siebie, a później kiedy okazało się, że jest w ciąży, również o dziecko. Film ukazuje wszystkie uczucia, wątpliwości bardzo trafnie i dosadnie. Nazywa rzeczy po imieniu. Bartek Prokopowicz wie o czym mówi bo przeżył to, był w takiej sytuacji. Historia Leny i Benka jest niezwykła. Aktorzy świetnie zagrali swoje role, są autentyczni, poruszający i przekonujący. W rolach głównych Agnieszka Żulewska, Tomasz Schuchardt, Danuta Stenka. Aktorzy musieli poradzić sobie z bardzo poważnym tematem. Film jest różnorodny, ukazuje życie codzienne z rakiem, animowane obrazy ukazujące raka, atakującego od wewnątrz Lenę, jest bardzo mocny. Nie każdemu się spodoba ta forma, jednak do mnie przemówiła. Czytałam o Magdzie jeszcze za jej życia, oglądałam jej wywiady (polecam wywiad z Monika Jaruzelską), słuchałam uważnie zarówno jej, jak i Bartka, który opowiadał o swoich odczuciach, byli szczerzy, opowiadali o tym co działo się z ich związkiem, rodziną. Choroba zawładnęła tym wszystkim, nic się nie liczyło, był rak i wszystko inne. Niestety film kończy się śmiercią Leny. Ja polecam film szczególnie osobom, które nie będą pytać o jego sens lub jakiej rozrywki nad dostarcza. Każdy, kto ma choć trochę wrażliwości w sobie zrozumie i nie będzie próbował głupio oceniać.
POLECAM GORĄCO
niedziela, 10 stycznia 2016
"New York, New York" Martin Scorsese
Obejrzałam dziś film "New York, New York" z 1977 roku, z Lizą Minnelli i Robertem De Niro w rolach głównych. Film Martina Scorsese, jak zwykle fantastyczny. Ten gość potrafi opowiadać, trzeba mu to przyznać. Robert De Niro, jako Jimmy Doyle, saksofonista, który pragnie zdobyć światową sławę. Liza Minnelli, jako Francine Evans, piosenkarka, która marzy o wielkiej karierze, chciałaby znaleźć się w świetle reflektorów. A dalej obejrzyjcie sami bo naprawdę warto :)
Mnie urzekła Liza Minnelli i jej fantastyczne wykonanie piosenki tytułowej. I słowa, które pasują do mnie, które są takie prawdziwe!
"Chcę być jego częścią, New York, New York"
"Chcę obudzić się w mieście, które nigdy nie śpi"
Start spreading the news, I'm leaving today
I want to be a part of it, New York, New York
These vagabond shoes are longing to stray
And step around of heart of it, New York, New York
I want to wake up in the city, that doesn't sleep
To find I'm king of the hill, top of the heap
My little town blues, are melting away
I'll make a brand new start of it, in old New York
If I can make it there, I'll make it anywhere
It's up to you, New York, New York
New York, New York
I want to wake up in the city, that doesn't sleep
To find I'm king of the hill
Head of the list, cream of the crop, at the top of the heap
My little town blues are melting away
I'll make a brand new start of it, in old New York
If I can make it there, I'll make it anywhere
Come on come through, New York, New York
My little town blues are melting away
I'll make a brand new start of it, in old New York
If I can make it there, I'll make it anywhere
Come on come through, New York, New York
niedziela, 29 listopada 2015
"Listy do M. 2" i cóż ja na to???
W piątek po pracy mój ukochany mąż przyjechał po mnie do pracy i na 17.00 pojechaliśmy do kina. Bardzo chcieliśmy zobaczyć drugą część "Listów do M.", ponieważ pierwsza była genialna i uśmialiśmy się po pachy. Chcieliśmy iść na Bonda, ale stwierdziliśmy, że to później, najpierw nasz rodzimy hit. W kinie zaskoczyła nas ilość emerytów i gimnazjalistów, ale widocznie jakaś promocja czy coś. Byłam ogromnie ciekawa co ciekawego wydarzy się tym razem, jakie perypetie będą mieli bohaterowie. Film się zaczął i każdy kolejny wątek przekonywał mnie, że ktoś chyba robił coś na siłę. Niestety pod względem fabuły film mocno rozczarowuje. Są momenty, ale dosłownie momenty- Karolak i Dygant- których teksty podnoszą kąciki ust, jednak reszta jest mocno naciągana. Moim skromnym zdaniem za dużo jest wątków, za dużo bohaterów. Wciskali wszystkich, którzy są znani, ale ich historie są bardzo krótkie, mało znaczące dla filmu i nic nie wnoszące. Nie byłabym sobą, gdybym nie uroniła łezki (nie jednej!), ponieważ wiele wątków było bardzo rozbrajających- choroby, umieranie, tęskniący synek za swoim tatą. Ja cały film czekałam na jakąś akcję, na śmiech do rozpuku, ale się nie doczekałam.
Polecam osobom, które lubią komedie romantyczne, lubią puścić łezkę, ale do pośmiania się niestety nie.

poniedziałek, 2 listopada 2015
Ambassada- komedia godna polecenia :)
Wieczór jeden z wielu, w telewizji jak zwykle wszystko i nic. Dramaty, przy których ryczę jak bóbr, programy o wszystkim i o niczym. Zatrzymałam się na chwilę, żeby zobaczyć co tam leci w naszej starej poczciwej "dwójce". "Ambassada", co to może być? Jakaś komedia Machulskiego. Pomyślałam, że zobaczymy co tam znowu Pan Machulski wymyślił. Oglądałam od momentu kiedy essesmani przesłuchują młodą dziewczynę, która myśli, że to ukryta kamera albo inne "mamy cię", po czym wyciąga komórkę i dzwoni do swojego męża! Pomyślałam- o co chodzi? Co to ma być? Ale zostawiłam i patrzyłam dalej. Muszę przyznać, że tak dobrze przy filmie nie bawiłam się już dawno. Tak śmieję się tylko oglądając kabarety- ale tylko Paranienormalnych albo kabaret Nowaki. Jak przejrzałam się po filmie w lustrze, wyglądałam jak panda- tusz miałam pod i nad oczami :) zabawa była przednia :) Film jest z 2013 roku, reżyser Juliusz Machulski, główne role grają Magdalena Grąziowska, Bartosz Porczyk, Robert Więckiewicz, Jan Englert i Nergal! Komedia opowiada o młodym małżeństwie, które przyjeżdża do Warszawy, żeby zająć się apartamentem stryja. Apartament znajduje się w kamienicy, w której przed wojną była ambasada III Rzeszy. Okazuje się, że winda przenosi w czasie. Wtedy zaczynają dziać się niesamowite rzeczy. Gorąco polecam :)


