Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 października 2018

"Whitney" smutna historia wspaniałej kobiety

Jak tylko dowiedziałam się, że w naszym lokalnym kinie będzie wyświetlany film "Whitney" od razu kupiłam bilet. Słyszałam dobre opinie na temat tego dokumentu. Zaciekawiło mnie również to, że to jedyny film/dokument, na który zgodę wyraziła rodzina i najbliżsi gwiazdy. Muszę przyznać, że w trakcie projekcji odnosiłam trochę wrażenie, jakbym już to gdzieś widziała i rzeczywiście - kiedyś byłam na filmie "Amy" -pisałam o tym http://zyciowyporadnikjoli.blogspot.com/2015/09/amy.html
Historia Amy Winehouse jest bardzo podobna- zdolna dziewczyna, z dobrego domu, z pięknym głosem, wielka kariera, mąż, narkotyki, depresja, śmierć. Straszne!

Film trwa 2 godziny i 1 minutę, opowiada o życiu i śmierci Whitney Houston. Zdjęcia i filmy z Whitney przeplatają się krótkimi filmami z wydarzeń, które miały miejsce w Newark (gdzie mieszkała Whitney z rodziną). Był to bardzo niespokojny czas, ciągłe rozboje, rozróby, zamykanie Afroamerykanów przez policję.
Dziewczyna była w szkole prześladowana, ponieważ miała jaśniejszą cerę niż inne osoby. Nie miała koleżanek. Rodziców ciągle nie było w domu, ponieważ mama Whitney również śpiewa i była w rozjazdach. Dzieci były wychowywane przez rodzinę, znajomych. Bracia Whitney opowiadają o tym czasie, wychodzą niewygodne fakty dla pewnych osób. Niby mieli szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo a w gruncie rzeczy byli bardzo zagubieni. To wyjaśnia dlaczego Whitney zabierała ze sobą na koncerty swoją córkę- nie chciała, żeby dziecko przeżywało to samo, co ona. Niestety zgotowała dziecku okropny los.

Whitney wyprowadziła się z domu, zaczęła trochę pracować w modelingu. Dzięki mamie została zauważona jako piosenkarka. Wytwórnie walczyły o to, z którą Whitney podpisze kontrakt. Wybrała najlepszą opcję i tym sposobem jej kariera nabrała rozpędu. Zaczęła grać wiele koncertów, cała rodzina została zaangażowana, wszyscy razem jeździli po świecie i koncertowali. Tym samym mieli ogromne możliwości, nazwisko Houston otwierało im wiele drzwi. Zaczęli brać narkotyki, mogli sobie pozwolić na heroinę, kokainę, marihuanę- sama Whitney w wywiadzie przyznała, że stać ją na różne narkotyki a krak jest dla biednych!

Później małżeństwo z Bobbym Brownem. Najpierw szczęście, euforia, zakochanie, chwilę później rozprawy sądowe, alkohol, narkotyki, Whitney wychudzona i wyglądająca jak wrak człowieka. Ponoć Bobby ją bił. Urodzenie córki niczego nie zmieniło. Nie potrafiła się odnaleźć w roli matki, choć bardzo kochała córkę. Małżeństwo przetrwało zaledwie kilka lat. Po czym Whitney się załamała. Zaczęła się rozpadać. Przestała koncertować, kończyły się pieniądze. Ratowała się grą w filmie i przez jakiś czas kiedy czuła się potrzebna było dobrze. Po zakończeniu zdjęć do filmu depresja znowu ją dopadła. Nikt nie spodziewał się, że może coś się wydarzyć. Jej śmierć była zaskoczeniem, ponieważ zaczęła wychodzić z tego najgorszego dołka i wszyscy myśleli, że będzie już lepiej.

W naszym kinie film był wyświetlany w cyklu "Pasjonaci- Ocalić od zapomnienia" i na początku była zapowiedź pana Zbigniewa Hoppe, który przybliżył sylwetkę Whitney Houston, chwilę opowiadał o wydarzeniach z jej życia.
Bardzo gorąco polecam ten film.


piątek, 30 marca 2018

Wesołych Świąt

Już są Święta. 
Dziś wielki piątek, jutro sobota i święconka. Pójdziemy jak co roku z koszyczkami, ja, moja mama i bratowa oraz dzieciaki. Koszyczki pełne pysznego jedzenia. 

Po święceniu pójdziemy do mamy na kawę. 
Potem z dzieciakami przejedziemy się na cmentarz do babci i wuja, zapalić znicze.

Niedziela i Wielkanoc. Wspólne śniadanie całej naszej czwórki. Spokojny dzień, spędzony rodzinnie. Ciekawe jaka będzie pogoda i czy będzie można wyjść na spacer. 

Później poniedziałek- śmigus dyngus. Teraz to takie pokropienie się lekko wodą od rana, a kiedyś? Jak sobie przypomnę jak to wyglądało jak byłam mała- koniec świata. Chłopaki biegali pod blokiem z wiadrami z wodą, polewali się nawzajem. Wrzucali dziewczyny do wanien wypełnionych wodą, które były w pralni w piwnicy bloku. Strach było wychodzić z domu.

A ja chciałam Wam złożyć życzenia- Wesołych Świąt, spędzonych w gronie rodziny, pełnych brzuchów i hepatil w domowej apteczce.



niedziela, 17 grudnia 2017

Święta, święta....

Jak co roku jestem bardzo podekscytowana. Już tydzień temu choinka została ubrana- jak co roku kolorowa, świecąca kolorowymi światełkami. Na choince stare bombki- rodzinne, z mojego domu i domu mojego męża, stare klipsy ze świeczkami po moich pradziadkach. Cały dom ustrojony. Uwielbiam to! Pierniki upieczone, dzieci miały niezły ubaw. Dekorowaliśmy do późnego wieczoru.


Święta Bożego Narodzenia to moje ulubione święta. Pisałam już o tym. Na FB zaczęły się wpisy o tym, że teraz będą fałszywe życzenia wesołych świąt, że wszyscy będą niby życzliwi. Ci co tak myślą, chyba sami tak robią. Ja nie jestem sztucznie miła, wysyłam życzenia tylko tym, którzy według mnie na to zasługują. Nie wysyłam wszystkim! Z FB usuwam co jakiś czas tych, którzy moim zdaniem już do listy znajomych nie pasują. Kilku ograniczyłam w możliwości czytania moich postów i oglądania zdjęć. Ale nie o tym. Od zeszłego roku wysyłam kartki- w szczególności tym, którzy są gdzieś daleko, w Polsce i nie mogę im osobiście złożyć życzeń. Wszystkie kartki robię sama. Staram się. Mam nadzieję, że ta tradycja zostanie z nami na lata.


W tym roku na Wigilię do moich rodziców. Mieliśmy być u nas, ale jak zwykle reszcie rodzinki nie chce się "tak daleko"jechać. Zgodziłam się i niech im będzie. Jedziemy do mamy. Pewnie tych Wigilii u rodziców będzie już nie za wiele. Chociaż ja chciałabym, żeby zawsze było u nich.


Prezenty dla dzieci kupione, dla męża też. Chociaż dziś zobaczyłam mega promocję i kusi mnie, żeby skorzystać i zrobić mężowi najlepszą niespodziankę jaką mógłby sobie wymarzyć. Coś o czym marzy od dawna jest w moim zasięgu finansowym! Zamówię. Jak nie przyjdzie na święta to będzie na urodziny w styczniu :) Lubię robić prezenty, które są tymi wymarzonymi. Niestety nigdy nie słyszałam, żeby moja mama czy tata o czymś marzyli, a tak bardzo chciałabym im zrobić przyjemność i kupić coś o czym marzą. Może kiedyś!


A teraz powoli przygotowujemy się do tego pięknego czasu. Będą moje ukochane kluski z makiem, kapusta z grzybami. Uwielbiam śledzia w śmietanie, makowca, barszczyk. Te potrawy jemy tylko raz w roku, więc ich smak jest niesamowity. Nie mogę się już doczekać. Będę próbować :) i znowu moja dieta w p#$%%du :) ale co mi tam! Ewka chwilę poczeka i za ćwiczenia zabierzemy się od nowego roku :) w końcu takie mam postanowienie :)


A teraz słuchajmy "Last Christmas", oglądajmy "Kevina..", i cieszmy się tym czasem.


Wesołych Świąt Wszystkim :)


Znalezione obrazy dla zapytania święta bożego narodzenia 2017

niedziela, 8 października 2017

Rodzinne spotkania :)

Niedziela- zazwyczaj imieniny, urodziny i inne uroczystości obchodzimy właśnie w niedzielę. Z uwagi na to, że mój tata we wtorek będzie miał urodziny- postanowiliśmy dziś przyjechać na kawę. Jak zwykle mama upiekła przepyszny serniczek, każdy przyniósł prezent i życzył oprócz zdrowia, wygranej w lotto. Co oznaczają takie spotkania? Po co w ogóle się spotykamy? Czy to na pewno potrzebne? Przecież codziennie przywożę dzieci do rodziców! Przecież chwilę porozmawiamy kiedy je odbieram!


Owszem, ale takie spotkania to co innego. Możemy posiedzieć, porozmawiać, powspominać. Wiele historii usłyszałam po raz pierwszy właśnie na takich rodzinnych spotkaniach. Uwielbiam słuchać taty i mamy jak opowiadają o losach naszej rodziny. Uwielbiam słuchać jak dziadek i babcia byli zesłani do Niemiec do pracy, jak tam się poznali, jak szli pieszo do rodzinnego domu. Szli długo, babcia w ciąży. Co za czasy! Nie ogarniam! Zimy srogie, a oni szli. Dom był dla nich najważniejszy i bardzo chcieli do niego wrócić. Z kolei pradziadkowie ze strony mamy- Volksdeutsche na polskich ziemiach. Nie było im łatwo- gdyby nie dobre serce pradziadka i prababci, cała wieś byłaby przeciwko nim. Ale Oni byli bardzo dobrymi ludźmi, nie donosili na Polaków, nie robili niczego co mogłoby komuś zaszkodzić. Ostrzegali sąsiadów, że Niemcy do nich idą, żeby pochowali wszystko co w tamtych czasach było nielegalne, wszystko czego nie mogli posiadać. Takie historie mrożą krew w żyłach. Ale nie słyszałam tego wcześniej. Jeszcze niedawno byliśmy za młodzi, żeby siedzieć z rodzicami i ich słuchać, teraz rozumiemy jakie to ważne. To nasza historia, tradycje rodzinne.


Nikodem ma w szkole historię. Jutro kartkówka z pojęć związanych z drzewem genealogicznym, tradycją, rodem, patriotyzmem. Przepytałam Go, żeby sprawdzić ile umie. Okazuje się, że mój mądry chłopak słucha i wie bardzo dużo na temat naszej rodziny. Widzi wiele rzeczy. Potrafi powiedzieć jakie pamiątki i po kim mamy w domu. Dumna jestem i wiem, że zabierze to kiedyś ze sobą do swojego domu. W przyszłości również będzie dbał o przekazywanie historii rodzinnych i pamiątek swoim dzieciom.


Mamy dużo pamiątek rodzinnych w domu, dużo dokumentów, starych naczyń, żelazek, luster. To nasze dziedzictwo i nie interesuje mnie czy to kicz, czy komuś się podoba czy nie. To jest moje. Każdy przedmiot ściśle związany jest z moimi przodkami, określa mnie i moją rodzinę. Każdemu z dumą pokazuję i opowiadam o przedmiotach zgromadzonych w moim domu.


A spotkania? Są i nie wiem jak długo będzie nam dane spotykać się w takim gronie. Rodzice mają już swoje lata. Boję się, że może to się niebawem skończyć. Na razie staram się przyjeżdżać jak najczęściej. Teraz imieniny mamy, jeszcze w październiku. Wigilia w tym roku u mnie. Wszyscy jak zwykle przyjadą. Będzie wspaniała atmosfera. Pełen dom ludzi, zapach świąt, jedzenia. Uwielbiam to. Oby było tych spotkań jak najwięcej i jak najczęściej.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ja, On, My... od 20 lat razem :)

7.07.1997


Dzień jak każdy inny. On zabrał mnie nad jeziorom- jechaliśmy mercedesem Jego taty, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, jak zwykle, nic szczególnego. Byliśmy przyjaciółmi, opowiadał mi o swoim życiu, ja Jemu o moim. Nie był moim wyśnionym, wymarzonym. Kiedy dzwoniłam i prosiłam, żeby przyjechał po mnie o 3 w nocy na dyskotekę nigdy nie było problemu! Był zawsze, czułam się z Nim dobrze. Nie widziałam w Nim mojego chłopaka, a już na pewno nie męża! Robił dla mnie wszystko. Oczywiście podobało mi się. Przyjechaliśmy pod mój blok, odprowadził mnie do klatki i wtedy to się stało... zapytał czy będę z Nim chodzić! Aaaaaa... myślałam, że ucieknę! Jakoś tak chciałam spróbować i powiedziałam "TAK", dałam Mu buziaka w policzek i uciekłam do domu. Śmiech mnie ogarnia, jak sobie przypomnę, ale to było niesamowite. W domu długo leżałam w łóżku i nie mogłam dojść do siebie, rozpamiętując ten "namiętny" pocałunek :)


7.07.2017


Dwójka wspaniałych dzieci, cudowny dom, My- kochający się mocniej niż kiedykolwiek! Szalejący za sobą, jak młodzi. Kolacja w restauracji, dobre jedzenie, winko, kolorowe drinki, później wyjazd nad to samo jezioro- jak dwadzieścia lat temu. Niesamowite, jak ten czas leci. Mija wszystko bezpowrotnie, a MY jesteśmy, trwamy, kochamy się, kłócimy, godzimy, przytulamy, szczypiemy, gilgamy, całujemy...


I tak już na zawsze... do końca... RAZEM :)

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Święta, Święta i już po...

stroik


W tym roku święta przypadły dość nieciekawie. W sobotę Wigilia, niedzielę pierwszy dzień świąt, poniedziałek drugi i we wtorek do pracy! Już nie mogę się doczekać! Masakra. Ale w Święta było fajnie. Dzieci szczęśliwe, dostały furę prezentów. Syn dostał swój pierwszy telefon, więc jest mega podekscytowany, córcia wymarzoną hulajnogę, sklep do zabawy, lalki, misie, puzzle i pełno słodyczy. Święta spędziliśmy u rodziny, w domu tylko spaliśmy. Wigilia u mamy, pierwszy dzień świąt u szwagra, drugi znów u mamy. Było jak zwykle bardzo rodzinnie, miło, nie obyło się bez jakiś tam rodzinnych ekscesów, ale w gruncie rzeczy było fajnie. Dom wysprzątany, ustrojony, choinka będzie stała do 6 stycznia. Lubię ten czas i przeciągam go jak długo mogę. Dzisiaj byliśmy oglądać szopki w kościołach. Dzieci zachwycone. Szopki kolorowe. Co roku staramy się zwiedzić szopki. Taka jest nasza tradycja od 8 lat, kiedy nasz syn pierwszy raz z nami pojechał. Mam nadzieję, że ta tradycja przetrwa i będziemy tak robić już zawsze. Mam nadzieję, że moje dzieci będąc już nastolatkami będą chciały z nami jeździć i oglądać wystroje świąteczne i szopki bożonarodzeniowe w kościołach.


Teraz czekamy na koniec roku, Sylwestra i kolejne wyzwania. Lubię sobie stawiać wyzwania. Dążenie do nich sprawia wiele radości, a osiągnięcie ich jest bardzo motywujące.


Na Nowy Rok życzę wszystkim wiele radości, uśmiechu, szczęścia, dużo zdrowia, bo w sumie bez tego nie będzie niczego innego. Życzę Wam dużo miłości, oparcia u ukochanej osoby. Życzę, żeby każdy mógł powiedzieć, że czuje się szczęśliwy, kochany, doceniany i spełniony. Ja jestem spełniona i cały czas zakochana :) Spełniajcie swoje marzenia, wyznaczajcie sobie cele, dążcie do nich z całych sił :) Kasy też Wam życzę, Wam i sobie też :)


DOSIEGO ROKU :)


choinka2 choinka

czwartek, 24 listopada 2016

Chore związki- znak naszych czasów!

Pewnie już nie raz wspominałam, że mam wspaniałego męża, jesteśmy razem od 19 lat (oczywiście z małymi perypetiami), kochamy się i tak dalej- nuda można by powiedzieć. Może i nuda, ale mi się podoba, mojemu mężowi też! Jest facetem innym niż wszyscy, ogląda ze mną komedie romantyczne, dużo rozmawiamy, robimy praktycznie wszystko razem. Zawsze tak było, że byliśmy wszędzie razem, jeździliśmy na zloty motocyklowe, koledzy oczywiście mieli problemy, bo byłam jedyną dziewczyną, a oni chcieli poużywać bez świadków. Standardem był tekst "nie będę woził drzewa do lasu". Bardzo mnie to drażniło, ale przeżyłam. Co prawda naoglądałam się różnych rzeczy, wiedziałam jednak, że muszę trzymać język za zębami, bo już na żaden zlot nie pojadę. Niektóre związki przetrwały długo, inne krócej. A my wciąż razem. Oczywiście to nie tak pięknie, jak mogłoby się wydawać. Nie, nie. Od zawsze byłam tą gorszą, heterą, czarownicą. Każdy facet żałował mojego, współczuł wręcz. Zaznaczę tylko, że nigdy nie zabraniałam mu pić, bawić się, palić, bo o to byłam notorycznie oskarżana. Nie wiem skąd to się wzięło, ja zawsze twierdziłam, że to On następnego dnia będzie cierpiał a nie ja, więc nie miałam problemu. Tak jest zresztą do tej pory. Ostatnio po imprezie, z której wróciliśmy o 5.30 rano, był bardzo chory, stwierdził, że ze mną pije więcej, bo wie, że Go zawsze odwiozę do domu.


Jestem osobą, która ma swoje zdanie, potrafię głośno mówić o różnych rzeczach, nie mam problemu, żeby rozmawiać o wszystkim. Niektórzy myślą, że jestem zła, niedobra, sukowata i najlepiej omijać mnie z daleka. Wszystko mi jedno. Najważniejsze, że mój mąż wie jaka jestem naprawdę i że Jemu to pasuje.Kiedy próbuję ludziom opowiadać o sobie, mówić jaka jestem w ich oczach widzę niedowierzanie. Dlatego staram się już tego nie robić. Zawsze byłam najgorsza i taka łatka ze mną zostanie już na zawsze. Przeżyję.


Ale miało być o związkach, a nie o mnie! Coraz więcej wokół rozwodów, związków partnerskich, konkubinatów. Coraz mnie szczęśliwych ludzi. Dlaczego? Każdy chce fajerwerków. Każdy walczy o siebie, nie dając wzamian nic. Każdy myśli, że to film, bajka, komedia romantyczna. A po zamieszkaniu, w codziennym życiu okazuje się, że coś nie gra, że nie tak to sobie wyobrażali. To On rzuca wszędzie swoje rzeczy, zostawia skarpety gdzie popadnie, nie zmywa, nie sprząta, a Ona nic nie robi tylko zrzędzi, chce go zaciągnąć do odkurzacza, pralki, mycia okien. Straszne. Teraz każdy musi mieć czas dla siebie, myśleć o sobie, liczy się "JA". Mój mąż ostatnio ma czas radzenia wszystkim- szczególnie facetom- daje porady za darmo. Opowiada o naszym życiu, jestem w szoku. Do tej pory myślałam, że nie zauważa pewnych rzeczy, że nie słucha, nie widzi. Okazuje się, że jest doskonałym obserwatorem. Kiedy przedstawia innym to, jak my żyjemy, jak wyglądają nasze obowiązki, jak dzielimy życie, nagle okazuje się, że nie jestem wcale taka zła. Okazuje się, że w domu może być normalnie, że ja mogę sprzątać, zajmować się dziećmi, jeździć na zakupy, odrabiać lekcje z dzieckiem, piec ciastka, gotować obiady, a On jest od zarabiania pieniędzy i ogarniania domu naokoło, od rąbania drewna, palenia w piecu. Czy to jest dziwne? Nie. Dla mnie to normalne. Tak powinno być. Wiem, że zawsze mogę na Niego liczyć, bo to jest ten, właśnie ten. Wiem, że jak będę potrzebować to mi pomoże. Pomoże sprzątać, gotować, prać, myć okna. Ostatnio podczas jednej rozmowy przyznałam, że wiele rzeczy w moim domu zadziało się bez mojego udziału, bez mojej wiedzy i zgody. Łóżeczko do dziecka kupione zostało przez Niego, przywiózł, skręcił i tak zostało. Meble do salonu kupił, a ja zobaczyłam je jak wróciłam z pracy, meble do jadalni też- taka niespodzianka. Oczywiście, gdyby były kiczowate i nie podobałyby mi się to nie omieszkałabym mu o tym powiedzieć. Znamy się jednak na tyle, że wiedział co może kupić, co może mi się spodobać, a co wyśmieję. I On o tym opowiada! Faceci są w szoku, też by tak chcieli. Chcieliby nie musieć biegać po galeriach co tydzień. Zrobiła się moda na dzieci, każdy chce mieć swoje, przynajmniej jedno, móc pochwalić się jakie to dziecko ma ciuchy, co mu kupujemy, a tak naprawdę przychodzi zwykłe codzienne życie i już nie wygląda to tak fajnie i kolorowo. Przerzucają dziecko między sobą, jakby się dało to ojciec karmiłby je piersią, bo matka się realizuje. Świat zwariował.


Ale ja się nie dam, MY się nie damy :) I TEGO BĘDĘ SIĘ TRZYMAĆ :)


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Szczęście...

Każdy jest sam odpowiedzialny za to czy jest szczęśliwy. Każdy musi sam sobie wypracować swoje szczęście. Każdy musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie czym dla niego jest szczęście. W jakich sytuacjach jestem szczęśliwy/a? Ja wiem kiedy jestem szczęśliwa- w moim domu! Mój dom, moja rodzina, kochający mąż, dzieci, to określa moje szczęście. Wiem, że gdyby ich zabrakło byłabym najsmutniejszą osobą na świecie. Moja rodzina, atmosfera miłości w domu, ciepło domowego ogniska, moje marzenia to wszystko sprawia, że uśmiecham się każdego dnia :) A kłótnie? Są, oczywiście! Trzeba się trochę pokłócić bo jak się później fajnie godzić :) Ale ja wypracowałam swój system, który sprawia, że nie denerwuję się na mojego męża bo nie mam o co! Jeśli chodzi o sprzątanie to jak ma czas i owszem pomoże- nie jest to często, ale stara się- rozumiem to. Ma własny interes, zaczyna pracę o 9.00 a kończy o 20.00, a nawet o wiele, wiele później, więc nie będę Go męczyła sprzątaniem (jakby nie było to On zarabia na dom). Jeśli chodzi o gotowanie, to sytuacja podobna jak ze sprzątaniem- On ma co robić, więc jedzenie przygotowuję ja albo moja mama. Dziećmi zajmuje się fantastycznie. Jest najlepszym ojcem na świecie. A co z prezentami na urodziny, imieniny, święta? Rozwiązałam i ten problem- na stole w kuchni stoi kalendarz, w który wpisałam wszystkie urodziny, imieniny, rocznice ślubu, święta itd. i tym sposobem nie ma prawa zapomnieć. Na Święta prezent kupił mi taki jaki chciałam bo mu po prostu o tym powiedziałam i obyło się bez rozczarowań. Jakby każda kobieta spróbowała czegoś takiego u siebie w domu to wiele problemów rozwiązałoby się samych. Ja osobiście polecam ten sposób. Oczywiście podstawą w każdym domu jest rozmowa. O tym musimy pamiętać :)


Szczęścia dla każdego :)


ea30f6776a9ee4deae02a0232b44e8f8

niedziela, 6 września 2015

Stare w nowym wnętrzu

Dom, o którym zawsze marzyłam to taki z kominkiem, z prawdziwym ogniem i ciepłem od niego bijącym, kanapami z wielkimi poduchami, w które się wpada i można poczuć się błogo i miło. Mój dom kojarzy mi się z moim wnętrzem, takim jakie sobie wymarzę tak właśnie jest. Są wyjątki, ale to tylko dlatego, że finanse, a raczej kredyt wystarczył na tyle a nie więcej, na tańsze, a nie takie o jakich marzyłam. Mam jednak dom, w którym czuję się u siebie, mimo, że spędzam w nim mniej czasu bo praca pochłania tego czasu stanowczo za dużo. Ale pocieszam się, że wszyscy, albo większość tak ma- po prostu pracuje, więc nie ma co lamentować. Najważniejsze, że wracam tu, gdzie czuję się najlepiej.


Dzięki mojemu tacie, który uwielbia stare rzeczy, ale takie, które mają duszę i jakąś historię, mój dom jest pełen nie tylko mebli nowych czy rzeczy, które teraz są modne, ale też tych starych, które mają swoją przeszłość. Każda z tych rzeczy została "uratowana" przez mojego tatę z Jego domu rodzinnego. Dzięki niemu nie poszły do spalenia, albo na śmietnik, tylko są i "żyją" w moim domu. Każda rzecz ma jakąś swoją historię, ma swój urok i może nie pasuje do końca do nowego wnętrza, ale dla mnie są niezwykle ważne.


Przedstawię kilka takich rzeczy, które ozdabiają mój dom i sprawiają, że czuję obecność dziadków, pradziadków i pamiętam o historii mojej rodziny.


Wielkie bańki, w których kiedyś moi dziadkowie przechowywali wino.


DSC_0225


W kuchni na szafkach mam wystawkę karafek, starych garnków, żelazek z duszą, są to przedmioty, które dostałam od mojego taty. Niektóre są mojego męża, który dostał je od swojego taty.


DSC_0227


Półeczka wisząca na ścianie jest po moich pradziadkach, ma wiele lat. Mój tata odnowił ją, pomalował i dał mi z nadzieją, że ją gdzieś powieszę. Znalazła swoje miejsce w kuchni. Na półce postawiłam stare żelazko, starą lampę naftową, buteleczki, z których kiedyś piło się wódkę!


DSC_0226


Na korytarzu powiesiłam lustro po moich dziadkach, które tata odmalował, i teraz jest u mnie. Na lustrze wiszą zdobycze mojego dziadka, które sam upolował- dziadek był myśliwym. Nie interesuje mnie co powiedzą obrońcy zwierząt, to jest mój dom i historia mojej rodziny.


DSC_0229


To lustro ma  nowe szkło, ale rama ma ponad 100 lat. Lustro wisiało niegdyś w domu moich pradziadków. W kuchni prezentuje się świetnie.


DSC_0242


Ten zegar mój teść kupił gdzieś na wyprzedaży, odnowił go, pomalował i mój syn otrzymał taki oto prezent z okazji swoich narodzin. Pamiątka wisi w salonie.


DSC_0230


Piękna magiel. Mój teść również ją kupił na wyprzedaży, odnowił i stoi teraz w naszej kuchni. Jest to miejsce, w którym stoją zdjęcia, stare butelki, lampa naftowa, stare żelazko- jedno z pierwszych z kablem. Wygląda przepięknie.


DSC_0221


Te rzeczy to jakaś część z tego, co otrzymałam od mojego taty i teścia. Mam rodzeństwo, dlatego część rzeczy jest też u nich.


Każdy kto ma okazję być na strychu babci może takie rzeczy mieć u siebie, tylko nie każdy to docenia. Ja nie mam już niestety dostępu do strychu babci, ale na szczęście mojemu tacie udało się kilka rzeczy uratować.


Polecam :)