Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiara. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 grudnia 2017

I tego się spodziewałam! Święta minęły błyskawicznie!

Niestety- jak to się mówi- święta, święta i po świętach. Tyle przygotowań, tyle sprzątania, gotowania i minęło nie wiadomo kiedy. Dlatego właśnie staram się świętować już wtedy, kiedy w sklepach zaczyna się świąteczne szaleństwo. Święta udane. Dzieci dostały mnóstwo prezentów, wszystkie te wymarzone. Jeszcze dzień przed Wigilią Pola i Niko napisały listy do Świętego! Na listach zostały narysowane laptop i różowa hulajnoga. Już lecę, trzymajcie mnie! :)


Wigilia rano, dzieci wstały wcześniej, pobiegły na dół, bo pod choinką prezenty! To już nasza kilkuletnia tradycja :) Stopniujemy radość dzieci :) Dzieciaki zadowolone, przybiegły do naszej sypialni, że dla nas prezenty też są :) Poszliśmy, rozpakowaliśmy, fajnie było :) Dzień wcześniej dzieci zostawiły pierniki i mleko na kominku dla Gwiazdora - wszystko było zjedzone :) Tata Błażej wieczorem miał bojowe zadanie :) Najlepsze jest to, że Niko nadal wierzy, że prezenty przynosi Gwiazdor- może się trochę domyśla, ale my twardo obstawiamy przy swoim. Zdaje nam się, że Pola Go uświadomi :)


Później były prezenty od wujków, dziadka. Pojechaliśmy do moich rodziców na Wigilię. Było nas czternastu, aż trudno się pomieścić w tym małym pokoju. Jak co roku daliśmy radę, było fajnie, rodzinnie, smacznie. A po wieczerzy prezenty, od wujka, od dziadków, od kolejnego wujka. Dzieci oszalały :) Ich zadowolenie to najlepsze, co może nas spotkać :)


Kolejny dzień to lenistwo- jedno wielkie lenistwo! I jedzenie! Góry jedzenia- rybka, kapusta z grzybami, kluski z makiem, barszczyk, popchnięte serniczkiem, makowcem i znowu rybka... i tak dalej, i tak dalej :) Ale było pyszne! :) Jedzenie z odstępami 2-godzinnymi, więc tak prawie, jak w normalnej diecie :) Oczywiście wszystko popite winkiem - mam już na jakiś czas dość, na razie na wino ochoty nie mam. Podoba mi się takie lenistwo. Kolejny dzień - drugi dzień świąt- to rocznica ślubu moich rodziców, więc tradycyjnie obiad, kawa u rodziców i świętowanie ich prawie 50-letniej wspólnej drogi. I minęło. Teraz czekamy na świętowanie Sylwestra :)


P.S. Najlepsze jest to, że waga nawet nie drgnęła :) Jest tyle ile było- oczywiście o dychę za dużo, ale to nie przez święta- ja już w sierpniu byłam gruba :) Dlatego zaczęłam dziś ćwiczenia, 30 minut na orbitreku i jedna seria ćwiczeń z Ewką :)

piątek, 22 grudnia 2017

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia :)

Chciałam Wam złożyć życzenia świąteczne :)


Przede wszystkim zdrowia, szczęścia, rodzinnej atmosfery, przebaczenia,


żeby każdy miał gdzie i z kim spędzić te Święta,


żeby każdy miał możliwość rozmowy z najbliższymi, posiedzenia wspólnie, połamania się opłatkiem,


życzę wszystkim i każdemu z osobna spędzenia tych Świąt w radosnej atmosferze


przy suto zastawionym wigilijnym stole, przy karpiu, barszczu, śledziu w śmietanie


i kluskach z makiem


a w Nowym Roku wszystkiego o czym śnicie, marzycie, czego bardzo chcecie


oby wszystko Wam się udało i rok mijał zgodnie z tym, jak go sobie wymyślicie


WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO JORKU...YYY.... ROKU :)


Znaleziony obraz

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Pomaganie jest fajne :)

Lubię pomagać, wiecie o tym.

W tym roku, jak zwykle wysłałam mały upominek Wiki. Kupiłam Emmę, jednego z TVN-owskich misiów (w sumie Pola chciała na Mikołaja, ja chciałam dorzucić troszkę na potrzebujących- dwie korzyści). Niestety nie zdążyłam dorzucić się do Szlachetnej Paczki, do której co roku coś dorzucam.


W tym roku jednak miałam możliwość pomocy konkretnemu dziecku z domu dziecka. W pracy koleżanka zorganizowała pomoc dla jednego z poznańskich domów dziecka. Każdy, kto miał ochotę pomóc mógł wybrać dziecko i zrobić mu prezent, o którym dziecko marzy. Dla mnie to było bardzo wzruszające. Wybrałam Oliwkę 8 lat, której marzeniem była lalka z "Krainy Lodu". Temat mi bliski. Pola uwielbia "Krainę Lodu" i ma już prawie wszystko z motywem tej bajki. Pomyślałam, że fajnie będzie zrobić dziecku prezent, który sprawi, że w tym smutnym życiu spotka ją coś, co zapamięta miło. Wiedziałam od razu, że prezent dla Oliwki to nie będzie tylko lalka. Chciałam, żeby dostała coś więcej.


Muszę powiedzieć, że zrobiło się naprawdę miło, kiedy okazało się, że wszystkie karteczki z imionami dzieci zostały zabrane. To oznaczało, że wszystkie dzieci otrzymają wymarzone prezenty :) Przełożeni zaproponowali, żebyśmy podzielili się zespołami i w kilka osób zrzucili się na prezent dla danego dziecka. To był strzał w dychę! Nasza Oliwka dostała oprócz ukochanej Elsy w grającej sukni, kredki, słodycze, pamiętnik, ozdoby, gumki do włosów, plecak do szkoły, piórnik z wyposażeniem, ubrania, a wszystko to zapakowane w pojemnik i zawiązane kokardą. Chciałabym bardzo widzieć minę Oliwki, chciałabym wiedzieć Jej reakcję. Ryczę na samą myśl, jak będzie się cieszyć. Nie dociera do mnie, że są dzieci, które nie mają domu, których rodzice ich nie chcą. Jakim trzeba być człowiekiem? Czy to jeszcze ludzie?


Wyobrażacie sobie, jak wygląda Wigilia w domu dziecka? Potraficie ogarnąć umysłem co czują dzieci tam przebywające? Jakie mają marzenia? Oliwia chciała lalkę z "Krainy lodu", 3-letnia dziewczynka chciała bransoletkę, kolejna chciała dres, chłopiec chciał puzzle!


Pola widząc to wszystko, co Oliwia miała dostać była zachwycona, oczka dosłownie Jej się świeciły, oglądała wszystko, jakby niczego nie miała. Wytłumaczyłam Jej co to za dziewczynka, że nie ma domu, nie ma rodziców. Powiedziałam Jej, że Oliwia nie ma nikogo, kto mógłby Jej zrobić prezent. Mała ma niespełna pięć lat, a zrozumiała to od razu. Nie musiałam Jej niczego powtarzać, nie było krzyków, ryków, tylko zrozumienie. Opowiadała wszystkim dla kogo to zabawki, uczestniczyła w pakowaniu. Niko nie, ale pytał o co chodzi, też chciał wiedzieć i musiałam mu opowiedzieć o domu dziecka. Mam nadzieję, że moje dzieci zapamiętają te lekcje, że będą wspominać jak wspólnie pomagaliśmy innym ludziom i sami będą pełni empatii.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Nowy Jork dzień III :)

Piątek 9.06.2017r.

Zmęczone po wczorajszych wojażach na Brooklynie wstałyśmy nieco później :) Nie chce się wstawać - zmęczenie jest ogromne. Nie mówię o jakiś niedogodnościach, które są związane ze zmianą czasu, bo na to nie miałyśmy nawet czasu. Ale w końcu przyjechałyśmy tu tylko na tydzień, więc mamy tylko kilka dni na zobaczenie wszystkiego, co dla nas zaplanowałam- a trochę tego jest :)


W ten dzień zaplanowałam Muzeum Historii Naturalnej- uwielbiam "Noc w muzeum"! I ja tam? Ależ byłam podekscytowana! Muzeum zlokalizowane naprzeciw Central Parku, dość daleko od naszego miejsca zamieszkania, ale w końcu mamy metro i jesteśmy już takie "obyte". Przepiękny, stary, ogromny budynek. Na wejściu szkielety dinozaurów. Pełno ludzi. Mimo, że miałyśmy karnety City Pass to musiałyśmy stać w kolejce, ale to nic. Mogłyśmy wybrać sobie seans w kinie w Muzeum. Poza tym mogłyśmy się rozejrzeć, zobaczyć jak w środku jest pięknie. Zwiedzanie zajęło nam kilka godzin, aż nas nogi rozbolały. Trochę się różni od tego, co było w filmie- nie było tego gościa na koniu, co go grał Robin Williams! :) Kilku innych rzeczy też nie było! Ale za to.... byłam w MUZEUM HISTORII NATURALNEJ W NOWYM JORKU!!!! Mojego szczęścia nie było końca. Narobiłam tyle zdjęć, że samo oglądanie mnie znudzi i na samą myśl o tym muzeum będzie mnie mdlić! :)


Po wyjściu z Muzeum poszłyśmy sobie kupić Smoothie, drogie bo aż 7$, ale za to przepyszne, robione na miejscu przy mnie, z owoców przeze mnie wybranych. Poszłyśmy spacerkiem do Central Parku. Piękny, fantastyczny Central Park. Dający schronienie wiewiórkom, ludziom chcącym wypocząć, pojeździć na rolkach, rowerze, pograć w różne gry zespołowe, porozmawiać ze znajomymi, albo po prostu dający odpoczynek każdemu kto chce chwili z dala od zgiełku ulicy, wieżowców, klaksonów. Wspaniały park, najpiękniejszy jaki widziałam. Ogromny! Szłyśmy i szłyśmy, i nie było końca. Mniej więcej orientowałam się gdzie możemy być, ale wszędzie są dróżki, kręte, skręcające to w jedną to w drugą stronę. Co chwilę piękne mosty, mosteczki, stawy- mniejsze, większe, pełno ludzi w łódkach. Zza drzew wystające budynki, a w parku cisza, tylko co jakiś czas grający ludzie- to na skrzypcach, na saksofonie, trąbkach, gitarach. Cudownie :) Aż się chciało cieszyć i uśmiechać do wszystkich. Najpiękniejsze widoki. Próbowałyśmy trafić do ZOO, ale niestety nie udało nam się- trochę kiepskie oznakowanie w parku (praktycznie drogowskazów nie było), a mapy ZOO w kilku miejscach. Miałam jeszcze kilka miejsc zaplanowanych, więc poszłyśmy dalej. Szybka sesja zdjęciowa przez hotelem Plaza (tam, gdzie Kevin był sam w Nowym Jorku ) :)


Kolejnym miejscem był taras widokowy Top Of the Rock w Rockefeller Center. Chciałam zobaczyć Central Park z góry. Na wejściu zwisające z sufitu kamienie Swarovskiego, w słońcu pięknie się mieniły- zrobiłam piękne zdjęcie na ich tle. Z tarasu Top of the Rock jest najlepszy widok. Rzeczywiście chodziłam jak zaczarowana. Musowo zrobione zdjęcia na tle Central Parku. Pochodziłam dookoła i zrobiłam zdjęcie Empire State Building, WTOne, całej okolicy i poszłyśmy dalej zwiedzać. Szłyśmy Piątą Aleją, podziwiałyśmy piękne sklepy, obowiązkowo zajrzałyśmy do salonu Victoria's Secret. Ogromny sklep, 3 piętra. Na wejściu stoi pan, który wpuszcza klientów. W środku przepiękne zdobienia, wszędzie zdjęcia modelek z wybiegów, stroje wybiegowe, bielizna. Obłędny zapach. Oczywiście kupiłam jeden z zapachów- pachnie nieziemsko. Na każdym piętrze bielizna, perfumy, a na ostatnim pomieszczenie ze strojami z wybiegów, zrobione stanowisko na wzór tego, przy którym projektanci wymyślają stroje, dobierają materiały. Próbki materiałów przy każdym modelu, zdjęcie wybiegowe modelki- magia. Zabrałyśmy po jednym plakacie- nie wiedząc co dokładnie znajduje się w środku (mąż cieszy się ze zdjęcia 70cm x 100cm modelki w bieliźnie wiszącego w sypialni). Samej mi się podoba i to był mój pomysł.


Po drodze kilka zdjęć na tle wymyślnych fontann w różnych kształtach. I tradycyjnie ostatnie miejsce na chwilę odpoczynku, zjedzenie pysznego fast food'u (zestaw z Maka na Times Square). Od tego śmieciowego jedzenia tak spuchłam, że już mi chyba nic nie pomoże. Nawet tabletki na żołądek nie pomagają. Jeszcze tylko zdjęcie zachodzącego słońca między budynkami, do metra i do domu.


Jeszcze tylko zakupy na 14 ulicy- chleb, woda, wędlina, sałatki- i do domu. Kąpiel, telefon do bazy w Polsce i spać. Jutro kolejny, wyczerpujący dzień.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Postanowienia noworoczne :)

Rozpoczął się Nowy, ponoć lepszy, 2017 rok. Ja oczywiście mam taka nadzieję, jak każdego roku zresztą. Każdy mówi o swoich postanowieniach na ten rok. Wszędzie piszą o tym, co zrobić, żeby ten rok przeżyć najlepiej jak tylko można. Każdy z nas ma do zrealizowania jakieś swoje cele, postanowienia, które ciągną się za nami od tygodni, miesięcy, a może nawet lat. Coś czego nie zdążyliśmy zrobić w zeszłym roku przechodzi na ten. Coś co wydało nam się zbyt ciężkie w realizacji może w tym wypali? Każdego roku mamy swoje wyzwania, które są dla nas ważne.


Od wczoraj myślę o co mogę zawalczyć z tym roku. Na pewno chcę zrealizować swoje największe marzenie- wyjazd do NY. Tego się trzymam i już od zeszłego roku działam, żeby to wypaliło. Co dalej? Dalej to już tylko przyziemne cele, takie, które stawiam sobie od jakiegoś czasu i to jest po prostu kontynuacja. Chcę ćwiczyć, regularnie (co nie zawsze mi wychodzi), chcę nadal dobrze- zdrowo się odżywiać. Dobra dieta to nie tylko świetna figura, ale przede wszystkim rewelacyjne samopoczucie. Niestety ostatnio (w święta najbardziej) odeszłam od swojego zdrowego jedzenia i żołądek dał o sobie znać, dlatego wiem, że to po prostu będzie dla mnie i mojego organizmu lepsze. Chciałabym bardzo aktywnie spędzać czas, więcej spotykać się ze znajomymi i rodziną. Planuję więcej czasu poświęcać dzieciom. Mam nadzieję, że mi się to uda. Wiem, że doby nie rozciągnę, ale dobry plan na każdy dzień to podstawa. Wiem, że potrafię być zdyscyplinowana i zarządzać swoim czasem. Już nie raz udowodniłam sobie, że potrafię planować czas. A może nauka angielskiego? Oj przydałoby się! Szczególnie, że w NY będzie mi bardzo potrzebny. Mam nadzieję, że wszystko to, co sobie umyślę w tej mojej małej główce stanie się rzeczywistością. Chociaż nie powiem, cały czas jestem szczęśliwa i tak jak jest też jest dobrze. Ale jakie byłoby życie, gdyby nie cele i marzenia? Czy miałoby sens?


Znalezione obrazy dla zapytania postanowienia noworoczne


WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU :)

piątek, 30 grudnia 2016

Szczęśliwego Nowego Roku :)

Zbliża się wielkimi krokami! Nadchodzi 2017 rok! To już jutro. Będziemy ładnie ubrani, uśmiechnięci, bawić się do rana. Lubimy te nasze wspólne Sylwestry. Będzie jak zwykle dobre jedzenie, coś do picia. Ale tym razem chciałam zabrać moją rodzinę na imprezę plenerową, którą organizują w naszym mieście. A później nad ranem obejrzę relację Sylwestra z Nowego Jorku. I będę zazdrościć tym wszystkim ludziom, że tam są, że słyszą na żywo utwór Franka Sinatry "New York, New York". Ach... już nie mogę się doczekać :)


W tym nadchodzącym roku życzę Wam wspaniałych przeżyć, cudownych podróży, miłosnych uniesień. Życzę Wam wszystkim, żebyście mogli być sobą. Żebyście mogli robić to, co lubicie. Realizujcie plany, spełniajcie marzenia. Niczego nie żałujcie. Wszystkiego próbujcie. Uśmiechajcie się. Otaczajcie się dobrymi ludźmi. I bądźcie dobrzy, bo dobro powraca :)


SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I SZAMPAŃSKIEJ IMPREZY SYLWESTROWEJ :)


Znalezione obrazy dla zapytania nowy rok 2017

czwartek, 29 grudnia 2016

Wierzysz w duchy???

Kiedyś wierzono, że duchy przychodzą i komunikują nam różne rzeczy. Odkąd pamiętam krążyły w rodzinie opowieści o różnych "dziwnych" sytuacjach. Pamiętam sytuację, kiedy zmarł mój wuja i u cioci na wsi oddalonej o 15km o tej godzinie coś uderzyło w drzwi i psy strasznie ujadały. Do innej cioci "przychodził" zmarły mąż. Stał nad Nią, nie czuła strachu, tylko nie wiedziała czego chce, po co przyszedł. Po rozmowie z moim tatą zaczęła modlić się o spokój duszy wuja, paliła świece dla Niego i przyszedł moment, że już się nie pojawił i do dziś ma spokój. Ja w takie rzeczy wierzę. Nigdy co prawda nie zdarzyło mi się kogoś widzieć, ale od pewnego czasu zdarza mi się, że czuję wewnętrzną potrzebę zapalenia świeczki i pomodlenia się za duszyczki krążące gdzieś obok.


Nie boję się duchów. Bardziej boję się ludzi. To ludzie są zagrożeniem dla siebie i innych. Kiedyś jeździłam do bioenergoterapeuty, nieżyjącego już niestety. Był to człowiek, dzięki któremu żyję ja i połowa mojej rodziny. Za każdym razem kiedy działo się coś złego czy niepokojącego jechaliśmy do Niego. Pomógł nam w bardzo trudnych sytuacjach, kiedy lekarze praktycznie rozkładali ręce. Niestety dostać się do Niego było bardzo ciężko. Przyjeżdżało do Niego wielu ludzi, z całej Polski i zza granicy. Nie miał cennika, był zwykłym chłopem pracującym na roli. Miał jednak ogromną siłę, którą przekazywał Nam. Jeździliśmy do Niego prawie 30 lat. Kiedy zmarł mój szwagier, Pan Geniu (tak miał na imię) opowiedział nam trochę o złych i dobrych duchach, o mocach, które drzemią we wszechświecie. Mówił o tym, jak my sami możemy sprowadzić nieszczęście na siebie i najbliższych. Jestem bardzo ostrożna jeśli chodzi o magię, karty, wróżby, talizmany. To są rzeczy, które ludzie traktują bardzo lekko i nie zdają sobie sprawy, jak wielką krzywdę mogą sobie wyrządzić. Kiedyś dałam sobie powróżyć, wyszło mi, że moje życie będzie pasmem niepowodzeń i nieszczęść. Trochę mnie to podłamało, ale pomyślałam sobie, że może przeciwstawić się przeciwnościom i zrobić wszystko, żeby te wróżby nie miały racji bytu! I udało się! Nigdy więcej nie pozwoliłam nikomu dla mnie wróżyć.


Wierzę też, że zawiść ludzka może zdziałać wiele złego. Miałam kiedyś osobę, która zazdrościła wszystkiego, wszystkim. Kiedy opowiadałam tej osobie o swoich planach nic z nich nie wychodziło. Nic mi się nie udawało. Byłam załamana. Jednak w pewnym momencie zrozumiałam, że to zawiść tej osoby wszystko psuje. Już nigdy nie zwierzałam się tej osobie z moich planów na przyszłość. Pamiętam jak moi dziadkowie mówili o urokach rzucanych przez pewne osoby na wsiach. Każdy wiedział kto ma taką moc, kto może zaszkodzić, z kim nie sprzyjać. Według wierzeń naszych przodków od uroku zawistnej osoby może ustrzec na przykład czerwona wstążeczka. Są też zioła, które pomagają przy różnego rodzaju "urokach". Wiem, że niektórych to śmieszy, wielu jest sceptycznie nastawionych. Wiem i rozumiem. Nie każdy jest wierzący, nie każdy musi też wierzyć w takie rzeczy.


W te Święta byliśmy u szwagra, któremu urodził się półtora miesiąca temu synek. Była cała rodzina męża. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, było całkiem sympatycznie. W pewnym momencie szwagier wspomniał o tym, że dzieją się dziwne rzeczy. Kołyska się sama rusza, choinka też. Trochę dziwne. Zażartowałam, że babcia przyszła do wnuczka. Temat nie był już przez nas poruszany. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy na różne tematy. Na stole leżał mój telefon. W pewnym momencie przesunął się o jakieś 5 centymetrów i spadł na podłogę. Widziało to pięć osób. Telefon nie wibrował, nie dzwonił, nie dostałam sms'a, ani żadnej innej wiadomości. Po prostu przesunął się i spadł. Zamarliśmy. Z tego wszystkiego zapomnieliśmy o czym była rozmowa. Jestem przekonana, że to był znak od zmarłej mamy i brata mojego męża, że są z nami. Nie czułam strachu. Powiedziałam tylko, żeby szwagier zapalił świeczkę dla nich. Do tej pory próbuję sobie to wytłumaczyć, ale żadnego wytłumaczenia nie ma. Pamiętacie film "Uwierz w ducha" z Patrickiem Swayze? Przypomniała mi się scena kiedy Swayze jako duch próbował nauczyć się poruszać przedmiotami. To właśnie tak wyglądało, jakby ktoś palcem przesunął ten telefon. Już teraz wiem, że anioły, które czuwają nad naszą rodziną to mama i brat męża. Mieliśmy wiele sytuacji zagrożenia, z których mogliśmy nie wyjść cało, ale zawsze "ktoś" nam pomagał. Zapalam świeczki i modlę się o spokój ich dusz.


Znalezione obrazy dla zapytania uwierz w ducha patrick swayze


Pamiętajcie, że takich rzeczy nie należy się bać, ale nie można też ich bagatelizować. To nie są żarty. Są rzeczy na świecie, których nie rozumiemy i nie potrafimy wyjaśnić.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Święta, Święta i już po...

stroik


W tym roku święta przypadły dość nieciekawie. W sobotę Wigilia, niedzielę pierwszy dzień świąt, poniedziałek drugi i we wtorek do pracy! Już nie mogę się doczekać! Masakra. Ale w Święta było fajnie. Dzieci szczęśliwe, dostały furę prezentów. Syn dostał swój pierwszy telefon, więc jest mega podekscytowany, córcia wymarzoną hulajnogę, sklep do zabawy, lalki, misie, puzzle i pełno słodyczy. Święta spędziliśmy u rodziny, w domu tylko spaliśmy. Wigilia u mamy, pierwszy dzień świąt u szwagra, drugi znów u mamy. Było jak zwykle bardzo rodzinnie, miło, nie obyło się bez jakiś tam rodzinnych ekscesów, ale w gruncie rzeczy było fajnie. Dom wysprzątany, ustrojony, choinka będzie stała do 6 stycznia. Lubię ten czas i przeciągam go jak długo mogę. Dzisiaj byliśmy oglądać szopki w kościołach. Dzieci zachwycone. Szopki kolorowe. Co roku staramy się zwiedzić szopki. Taka jest nasza tradycja od 8 lat, kiedy nasz syn pierwszy raz z nami pojechał. Mam nadzieję, że ta tradycja przetrwa i będziemy tak robić już zawsze. Mam nadzieję, że moje dzieci będąc już nastolatkami będą chciały z nami jeździć i oglądać wystroje świąteczne i szopki bożonarodzeniowe w kościołach.


Teraz czekamy na koniec roku, Sylwestra i kolejne wyzwania. Lubię sobie stawiać wyzwania. Dążenie do nich sprawia wiele radości, a osiągnięcie ich jest bardzo motywujące.


Na Nowy Rok życzę wszystkim wiele radości, uśmiechu, szczęścia, dużo zdrowia, bo w sumie bez tego nie będzie niczego innego. Życzę Wam dużo miłości, oparcia u ukochanej osoby. Życzę, żeby każdy mógł powiedzieć, że czuje się szczęśliwy, kochany, doceniany i spełniony. Ja jestem spełniona i cały czas zakochana :) Spełniajcie swoje marzenia, wyznaczajcie sobie cele, dążcie do nich z całych sił :) Kasy też Wam życzę, Wam i sobie też :)


DOSIEGO ROKU :)


choinka2 choinka

sobota, 3 grudnia 2016

Święta Bożego Narodzenia... czas zadumy i refleksji, rodzinnego ciepła :)

Święta Bożego Narodzenia to moje ulubione święta. Zawsze je lubiłam. W moim rodzinnym domu zawsze był to czas intensywnego sprzątania "od kąta", pieczenia ciast, przygotowywania pysznych potraw. W domu stała choinka- sztuczna, na którą wieszaliśmy nasze przepiękne bombki, stare klipsy po pradziadkach ze świeczkami, nakładaliśmy watę na gałązki imitując śnieg, lampki i łańcuchy. Choinka zawsze była bogata, kolorowa i taka do dziś mi się podoba. Nie lubię choinek w jednym kolorze, w jednym rodzaju bombek. U mnie w domu też jest sztuczna choinka, też jest dużo, kolorowo, świecąco. Nie przeszkadza mi, że już w listopadzie zaczyna się gorączka świąteczna. To wyjątkowy czas, dlatego lubię to szaleństwo.


W tym roku postanowiłam zrobić z dziećmi różne ozdoby, kartki świąteczne. U Nikodema w szkole i w Poli przedszkolu panie proszą o zaangażowanie w kiermasz świąteczny, więc zrobiliśmy trochę ozdób, żeby mieli co sprzedawać. Chyba obudziło się we mnie dziecko, bo frajdę miałam większą niż dzieciaki. Kupiłam różne ozdoby, brokat, kolorowe papiery, dziurkacze ozdobne i wzięłam się do roboty. Dzieciaki robiły tam coś swojego, coś czego niestety na kiermasz dać nie mogę, ale bawiły się świetnie. Jednego wieczoru razem z Polcią zrobiłyśmy masę solną, z której zrobiłyśmy ozdoby do powieszenia na choinkę. Świetna zabawa. Niebawem pieczenie pierników :) to będzie zabawa :)


Święta dobrze na mnie działają. Nastrajają nostalgicznie. Magia, która jest wtedy wszechobecna dodaje mi skrzydeł. Chcę być lepsza. Chcę pomagać. Mimo obecnej wokół obłudy i zawiści chcę zrobić coś dobrego dla innych. Jak co roku biorę udział w Szlachetnej Paczce, zakupiłam też misia Sonię z Fundacji TVN, przelałam trochę kaski Wiki - mojemu aniołkowi, kupiłam trochę artykułów spożywczych dla "Tytki charytatywnej". Lubię pomagać, naprawdę! I polecam to każdemu. Ja od razu nie zbiednieję, a inni będą mieli wspaniałe święta. Chciałabym kiedyś móc ugościć niespodziewanego gościa na Wigilii.


Zamieszczam nasze dzieła :)

balwanki choinka fiolet choinka zielona gwiazdka brokat kwiatek brokatowy ozdoby i kartki serce

Polecam każdemu :)

czwartek, 24 listopada 2016

Chore związki- znak naszych czasów!

Pewnie już nie raz wspominałam, że mam wspaniałego męża, jesteśmy razem od 19 lat (oczywiście z małymi perypetiami), kochamy się i tak dalej- nuda można by powiedzieć. Może i nuda, ale mi się podoba, mojemu mężowi też! Jest facetem innym niż wszyscy, ogląda ze mną komedie romantyczne, dużo rozmawiamy, robimy praktycznie wszystko razem. Zawsze tak było, że byliśmy wszędzie razem, jeździliśmy na zloty motocyklowe, koledzy oczywiście mieli problemy, bo byłam jedyną dziewczyną, a oni chcieli poużywać bez świadków. Standardem był tekst "nie będę woził drzewa do lasu". Bardzo mnie to drażniło, ale przeżyłam. Co prawda naoglądałam się różnych rzeczy, wiedziałam jednak, że muszę trzymać język za zębami, bo już na żaden zlot nie pojadę. Niektóre związki przetrwały długo, inne krócej. A my wciąż razem. Oczywiście to nie tak pięknie, jak mogłoby się wydawać. Nie, nie. Od zawsze byłam tą gorszą, heterą, czarownicą. Każdy facet żałował mojego, współczuł wręcz. Zaznaczę tylko, że nigdy nie zabraniałam mu pić, bawić się, palić, bo o to byłam notorycznie oskarżana. Nie wiem skąd to się wzięło, ja zawsze twierdziłam, że to On następnego dnia będzie cierpiał a nie ja, więc nie miałam problemu. Tak jest zresztą do tej pory. Ostatnio po imprezie, z której wróciliśmy o 5.30 rano, był bardzo chory, stwierdził, że ze mną pije więcej, bo wie, że Go zawsze odwiozę do domu.


Jestem osobą, która ma swoje zdanie, potrafię głośno mówić o różnych rzeczach, nie mam problemu, żeby rozmawiać o wszystkim. Niektórzy myślą, że jestem zła, niedobra, sukowata i najlepiej omijać mnie z daleka. Wszystko mi jedno. Najważniejsze, że mój mąż wie jaka jestem naprawdę i że Jemu to pasuje.Kiedy próbuję ludziom opowiadać o sobie, mówić jaka jestem w ich oczach widzę niedowierzanie. Dlatego staram się już tego nie robić. Zawsze byłam najgorsza i taka łatka ze mną zostanie już na zawsze. Przeżyję.


Ale miało być o związkach, a nie o mnie! Coraz więcej wokół rozwodów, związków partnerskich, konkubinatów. Coraz mnie szczęśliwych ludzi. Dlaczego? Każdy chce fajerwerków. Każdy walczy o siebie, nie dając wzamian nic. Każdy myśli, że to film, bajka, komedia romantyczna. A po zamieszkaniu, w codziennym życiu okazuje się, że coś nie gra, że nie tak to sobie wyobrażali. To On rzuca wszędzie swoje rzeczy, zostawia skarpety gdzie popadnie, nie zmywa, nie sprząta, a Ona nic nie robi tylko zrzędzi, chce go zaciągnąć do odkurzacza, pralki, mycia okien. Straszne. Teraz każdy musi mieć czas dla siebie, myśleć o sobie, liczy się "JA". Mój mąż ostatnio ma czas radzenia wszystkim- szczególnie facetom- daje porady za darmo. Opowiada o naszym życiu, jestem w szoku. Do tej pory myślałam, że nie zauważa pewnych rzeczy, że nie słucha, nie widzi. Okazuje się, że jest doskonałym obserwatorem. Kiedy przedstawia innym to, jak my żyjemy, jak wyglądają nasze obowiązki, jak dzielimy życie, nagle okazuje się, że nie jestem wcale taka zła. Okazuje się, że w domu może być normalnie, że ja mogę sprzątać, zajmować się dziećmi, jeździć na zakupy, odrabiać lekcje z dzieckiem, piec ciastka, gotować obiady, a On jest od zarabiania pieniędzy i ogarniania domu naokoło, od rąbania drewna, palenia w piecu. Czy to jest dziwne? Nie. Dla mnie to normalne. Tak powinno być. Wiem, że zawsze mogę na Niego liczyć, bo to jest ten, właśnie ten. Wiem, że jak będę potrzebować to mi pomoże. Pomoże sprzątać, gotować, prać, myć okna. Ostatnio podczas jednej rozmowy przyznałam, że wiele rzeczy w moim domu zadziało się bez mojego udziału, bez mojej wiedzy i zgody. Łóżeczko do dziecka kupione zostało przez Niego, przywiózł, skręcił i tak zostało. Meble do salonu kupił, a ja zobaczyłam je jak wróciłam z pracy, meble do jadalni też- taka niespodzianka. Oczywiście, gdyby były kiczowate i nie podobałyby mi się to nie omieszkałabym mu o tym powiedzieć. Znamy się jednak na tyle, że wiedział co może kupić, co może mi się spodobać, a co wyśmieję. I On o tym opowiada! Faceci są w szoku, też by tak chcieli. Chcieliby nie musieć biegać po galeriach co tydzień. Zrobiła się moda na dzieci, każdy chce mieć swoje, przynajmniej jedno, móc pochwalić się jakie to dziecko ma ciuchy, co mu kupujemy, a tak naprawdę przychodzi zwykłe codzienne życie i już nie wygląda to tak fajnie i kolorowo. Przerzucają dziecko między sobą, jakby się dało to ojciec karmiłby je piersią, bo matka się realizuje. Świat zwariował.


Ale ja się nie dam, MY się nie damy :) I TEGO BĘDĘ SIĘ TRZYMAĆ :)


poniedziałek, 31 października 2016

Halloween a Święto Zmarłych

To dla mnie normalny dzień. Nie przywiązuję do niego wagi. Nie jest to żadne święto! Nigdy nie obchodziłam tego dnia. Nigdy się nie przebierałam. Nigdy nie chodziłam po domach. Po prostu uważam, że nie ma co się spinać i obchodzić, bo nie ma czego obchodzić! Jednak odkąd mam dzieci ten dzień nie tyle stał się ważny, co przyczynia się do wspólnej zabawy, wspólnie spędzonego czasu przy dyniach, robieniu ciastek. Po prostu fajnie się bawimy. Wielu jest takich, którzy krytykują takie zachowania. Pod pretekstem bycia "prawdziwym Polakiem" negują Halloween, bo to nie polskie. Strasznie to denerwujące. Dla dzieci to fajna zabawa i nie robiłabym z tego żadnej ideologii.


dynieprzebrane dzieciduszki halloween kapelusz czarownicy paluchy


Niektórzy powiedzą, że my katolicy mamy Święto Zmarłych i to jest dla nas ważne. Oczywiście, że tak. Zgadzam się. Dziś byłam na cmentarzu, umyłam groby bliskich, zapaliłam znicze, obeszłam znajome groby. Wczoraj byliśmy na grobach, które są dość daleko i zawsze jedziemy tam przed 1 listopada. Jutro pójdziemy na cmentarz, pomodlimy się, położymy kwiaty i zapalimy znicze. Później objedziemy jeszcze kilka innych cmentarzy i pojedziemy na kawę do moich rodziców. To jest święto, które obchodzimy i tak będzie zawsze. Moje dzieci pytały o ten dzień, rozmawialiśmy i wyjaśniliśmy wszystkie ich wątpliwości.


Nie dajmy się zwariować! Wszystko trzeba zrównoważyć i wiedzieć co jest dobre, a co nie.

czwartek, 14 lipca 2016

7.07.1997 :) najszczęśliwsza data w moim życiu :)

Jak pewnie nietrudno się domyślić to data kiedy na pytanie "czy będziesz ze mną chodzić?" odpowiedziałam "tak" :) prawie sakramentalne :) nie powiem, że byłam zakochana po uszy, nie! I On o tym doskonale wie! Ale Jego wytrwałość mimo niezbyt sprzyjających dla Niego warunków mnie urzekła i w końcu przekonała, że może warto spróbować. Najwyżej powiem mu, że nie pasujemy, że Go nie kocham czy coś tam wymyślę i się rozstaniemy! Nie raz tak bywało, więc wprawę miałam :) Jednak każdy dzień z Nim przekonywał mnie, że może być fajnie i w końcu nadszedł ten moment kiedy zrozumiałam, że Go kocham, tak! Zakochałam się :) na zabój, na zawsze, do utraty tchu. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Oczywiście nie było idealnie. Były dni smutne i to bardzo- o tych nie chcę pamiętać- wyrzuciłam je z pamięci, poradziłam sobie, chociaż nie było łatwo. Teraz, z perspektywy czasu mogę spokojnie już powiedzieć, że to, co było było potrzebne. Uświadomiło nam, jak bardzo się kochamy, i że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie :) Mimo wszystko stwierdziliśmy zgodnie, że liczymy czas od tej pamiętnej daty, bo i tak nigdy, ani przez chwilę nie zapomnieliśmy o sobie.


my


Czyli wychodzi na to, że to już 19 lat razem! :) Minęło tak szybko, że trudno to sobie wyobrazić! To był wspaniały czas. I cały czas razem! A to dlatego, że ja byłam troszkę zaborcza, dopiero to zrozumiałam jak Go straciłam, ale później się otrząsnęłam i już od tego czasu jest dobrze :) Wspólnie spędzane chwile, imprezy, zloty motocyklowe, widzieliśmy się w każdej sytuacji i nic nas do siebie nie zniechęciło! To nas bardzo zbliżyło i sprawiło, że nadal jesteśmy razem.


Po 9 latach oświadczył się :) Pierścionek wybrany przeze mnie, bo ja mam niestandardowy gust i trudno byłoby trafić :) Białe złoto, cyrkonie i zupełnie pokręcony kształt. Noszę dumnie do dziś. Później ślub cywilny i wspólne zamieszkanie- śmiejemy się, że najpierw trzeba było się przetestować :) Ja jako gospodyni- o matko bosko! :) Umiałam ugotować ziemniaki i zrobić kotlety! A do wykarmienia mój mąż (po rejestracji), szwagier i teść. To było wyzwanie. Ale nie potrułam ich, próbowali moich eksperymentów, "kurczak w środku trochę niedopieczony, ale da się zjeść"-pamiętne słowa mojego teścia na mojego pierwszego smażonego kurczaka :) Ach to był czas!


Rok później, czyli po 10 latach ślub kościelny-chciałam 7.07.2007, ale ta data była już zarezerwowana, więc ślub odbył się tydzień później 14.07.2007. 7 lipca pojechaliśmy na zlot do Łagowa :) 14 lipca dziewięć lat temu był mega szczęśliwym dniem. Do tego piękna, słoneczna pogoda. Wszystko tak, jak sobie to wymarzyliśmy i zaplanowaliśmy. Goście najlepsi, wspaniała zabawa, karaoke, pyszne jedzenie i świetna muzyka do tańca. Zapowiedź cudownego życia i tak jest. Mam cudownego męża. Do tego po roku od ślubu na świat przyszedł Niko, pięć lat później Pola i już mamy wszystkich w domu! :) Dom zbudowany, drzewo posadzone (i to nie jedno), syn jest, wszystko jak powinno być :) Oby tak dalej! A na 20 lat bycia razem i 10 po ślubie mamy już zarezerwowany wyjazd :) Oczywiście swoim zwyczajem najpierw załatwiłam, później poinformowałam szanownego małżonka :)


A tak było 9 lat temu :)


slub0


P.S. A dziś wieje, leje, powódź w naszym dawnym gniazdku. Ale jesteśmy w tym razem :) i to najważniejsze :)


KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM :)

czwartek, 31 marca 2016

Święta Wielkiej Nocy, urodziny Niko i Ksiądz Kaczkowski

Znalezione obrazy dla zapytania wielkanoc 2016Znalezione obrazy dla zapytania wielkanoc 2016 kartki


Święta w tym roku wypadły wyjątkowo wcześniej. Już pod koniec marca mieliśmy okazję do świętowania. Jak co roku dom wysprzątany, ozdobiony różnymi kurkami, zajączkami, jajkami. Uwielbiam tą tradycję. Babki upieczone, schab z owocami, szynka, sałatki, biała kiełbasa, jajka ugotowane. Wszystko pachnące i pyszne. Msza Święta zaliczona, ale tylko w Niedzielę Palmową- niestety! Jestem jednak dobrej myśli, że wreszcie znajdę czas i wrócę do Kościoła już na stałe. To dla mnie ważne. W telewizji wiele osób wypowiada się, że co to za Święta, że oni wyjeżdżają, żeby nie wpaść w to błędne koło jakim jest ten czas zakupów i szaleństwa świątecznego. Niby lepiej wyjechać do ciepłych krajów i zapomnieć o czymś takim, jak świętowanie, tradycja, zwyczaje. Niebawem dojdzie do tego, że nasze dzieci nie będą wiedziały o co chodzi z tymi Świętami! Moje na pewno będą wiedzieć. Wychowuję je w duchu Świąt, jesteśmy wierzący (trochę nie praktykujący, ale wierzący). Jesteśmy katolikami i wiem, że to się nie zmieni.


DSC_0539


W Święta mieliśmy dodatkową atrakcję w postaci 8 urodzin mojego syna. Ależ On już duży. Nie wiem kiedy tak wyrósł. Zamówił sobie tort- ma być zdjęcia auta, ale nie byle jakiego- ma być Toyota Supra! Babcia poszła zamówić tort do cukierni, pani lekko zdziwiona, ale zrozumiała, że to dla pasjonata aut, więc nie mają wyjścia. Kiedy Niko zobaczył tort zaniemówił, ja o mało zawału nie dostałam bo pytam Go czy o takie auto chodziło a On, że nie! Okazało się, że jeszcze bardziej mu się podoba bo jest lepiej stuningowane :) jest boski :) uwielbiam Go i kocham nad życie :)


Znalezione obrazy dla zapytania ksiądz kaczkowski obrazy


Niestety w Poniedziałek Wielkanocny pojawiła się w sieci informacja o śmierci księdza Kaczkowskiego- pisałam wcześniej o Jego książkach. Jako osobie wierzącej wydaje mi się to bardzo znamienne, że zmarł akurat w tym czasie. To był Święty Człowiek, którego mądrość była niesamowita. Uwielbiam Jego książki, Jego mądrość, Jego umiłowanie dla Boga i ludzi. Nie był ślepy na to, co dzieje się wokół. Nie bał się rozmawiać na tematy trudne- trudne dla Kościoła, dla duchownych, dla Niego samego. Był normalnym człowiekiem, ale niezwykle otwartym. Będę o Nim opowiadać swoim dzieciom i dawać im Go za przykład. Jest tego wart. Z pewnością kupię Jego ostatnią książkę "Grunt pod nogami" i jak zwykle usiądę do niej z ciekawością.


Życzę Wszystkim pogody ducha, więcej uśmiechu i życzliwości :) dzięki temu nasze życie jest o wiele lepsze :)

czwartek, 4 lutego 2016

7 kroków do osiągnięcia ambitnych celów wg Kamili Rowińskiej

Jak już we wcześniejszych postach wspominałam jestem osobą pełną optymizmu, mam oczywiście chwile zwątpienia, ale z reguły idę przez życie z podniesioną głową i wierzę, że wszystko się ułoży. Zawsze staram się optymistycznie patrzeć w przyszłość i starać się dążyć do realizacji wyznaczonych celów. Jakieś 2 lata temu straciłam zapał do pracy i życia. Myśląc teraz nad przyczynami, mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że było to spowodowane pojawieniem się drugiego dziecka, co mnie troszkę przytłoczyło. Do tego doszła również pewna rutyna i powtarzalność czynności dnia codziennego. Rytm dnia wyglądał co dzień identycznie. Wstać rano, wyszykować siebie do pracy i dzieci, odwiezienie dzieci do moich rodziców, praca przez 8 godzin i 15 minut- w tym czasie stres oraz tłumaczenie się niekoniecznie ze swoich błędów, z reguły z niedociągnięć i pomyłek innych osób (cecha działu obsługi klienta). Po pracy po dzieci, do domu, odrabianie lekcji z synem, kolacja, serial, szykowanie jedzenia na następny dzień i do spania. A później kolejny i kolejny i kolejny -dzień świstaka- i tak przez bardzo długi czas. Było to dla mnie ogromnie wyczerpujące. Czułam, że nie wytrzymam tego dłużej, chciałam zmian, spektakularnych, natychmiast, już. Chciałam wyjeżdżać, robić coś ciekawego, rozwijać się, poszukiwałam czegoś dla siebie. A może zmiana pracy? Czemu nie, ale strach nie pozwalał mi na wysłanie swojego CV do firm, które mogłyby być zainteresowane pracownikiem z dużym doświadczeniem zawodowym i kwalifikacjami, jakie ja posiadam. Spytacie jaki strach? Właśnie strach przed zmianą. A nóż się nie uda, nie spodoba mi się. "Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma" to hasło, które przyświecało mi wówczas. Z perspektywy czasu wiem, że nie miałam odwagi zdecydować się na konkretny krok do przodu. Nie wiem czy udało by mi się zdobyć pracę marzeń, w firmie marzeń, ale wiem, że byłby to krok do nowego życia. Ale nie ma tego złego... Nabrałam chęci do życia :) Wreszcie wrócił mi optymizm, znowu zaczęłam czytać książki, interesować się różnymi rzeczami, pisać tego bloga :) zaczęłam ćwiczyć i trzymać się diety (chociaż dziś 2 pączki wciągnęłam aż miło, ale co tam raz nie zawsze) :) jakiś czas temu zaczęłam zmieniać swój wygląd- a to grzywka, a to rozjaśnienie włosów, ubiór - bardziej kobiecy (chyba przy dwójce dzieci potrzeba zadbania o siebie jest większa niż kiedykolwiek). Doszłam wreszcie do wniosków, że czas zadbać o siebie, dokształcać się i robić rzeczy, które rzeczywiście mogą sprawić mi satysfakcję. Nie do końca potrafiłam usystematyzować swoje pragnienia i potrzeby, ale znalazłam w internecie szkolenia Kamili Rowińskiej. Kupiłam jej książkę i czekam właśnie na przesyłkę. Nie mogę się doczekać. Otrzymałam też na maila kurs "7 kroków do osiągnięcia ambitnych celów". Niby wszystko jest takie oczywiste i jasne, wręcz banalne, ale jakoś podczas rozmyślań na temat swoich zmian nie wpadłam na to, żeby spojrzeć na siebie z innej perspektywy, żeby potrafić spisać wszystko to, co chcę osiągnąć. Do czego dążę? Do określonego celu, ale nie potrafiłam go określić precyzyjnie. Dopiero ten krótki kurs uświadomił mi, że najlepiej wziąć kartkę, usiąść w spokoju, dać sobie czas, pozbierać myśli i odpowiedzieć na kilka prostych pytań, po czym sformułować jasno cel do osiągnięcia. Niezwykle ważne są małe kroki. Jakież to banalne! A my co robimy? Planujemy osiągnięcie nie wiadomo czego, najlepiej już, teraz. Ten kurs uświadomił mi wiele rzeczy, przede wszystkim jednak najważniejszy wniosek jest taki, że na wszystko musisz mieć dobry plan. Plan przemyślany i konkretny. Zapraszam wszystkich, którzy się pogubili w życiu, nie wiedzą w jakim momencie swojego życia są i co chcą dalej robić na stronę Kamili Rowińskiej http://rowinskabusinesscoaching.com/


Można również uczestniczyć w szkoleniach, zakupić jedną z Jej książek (oczywiście czekam z niecierpliwością na swój egzemplarz). Każdy kto potrzebuje spojrzenia na swoje życie z perspektywy odnajdzie tam coś dla siebie.


kamila rowinska

Zapraszam :) Polecam Gorąco :)

środa, 27 stycznia 2016

Pomoc dla rodziny z Mełpina

pomoc

Moi Drodzy,

jest sprawa. Rodzinie z Mełpina spalił się dom- był cały z drewna. Trzeba pomóc. Pomoc organizujemy już od niedzieli. Ale cały czas potrzeba pieniędzy i różnych rzeczy. Zostali tylko w tym w czym wieczorem wychodzili z domu. Ogrom tragedii jaki ich spotkał jest nie do wyobrażenia. Zniszczone zostały pamiątki, wszystkie dokumenty, dzieci ulubione zabawki. Nie muszę chyba pisać jak im jest ciężko, szczególnie dzieci bardzo przeżyły tą informację- "a co z lalką, którą położyłam spać do łóżka?" tak zareagowała Tosia, która strasznie płakała, że nie będzie już miała swoich lalek i ubrań. Ludzie zorganizowali się w ekspresowym tempie. Lokalna społeczność praktycznie natychmiast zaczęła zbierać potrzebne rzeczy. Wszystkie okoliczne miejscowości pomagają. Na facebook'u jest utworzone wydarzenie, na bieżąco aktualizujemy informacje. Rodzina jest w szoku jak cała akcja się rozeszła. Jak wielu ludzi jest chętnych do pomocy. To jest piękne. Zaczynam znowu wierzyć w ludzi. Jest możliwość do 31.01.16r. wysyłania sms-ów, z których pieniądze zostaną przekazane rodzinie, dodatkowo jest akcja na stronie okazik.pl, gdzie można zakupić cegiełki, już od 10zł. Zapraszam do pomocy. Sprawmy, żeby rodzina zamieszkała w swoim domu i Wigilię spędzili już "na swoim" ze spokojnym sercem.


Linki:


https://www.facebook.com/events/1498797870428423/


https://www.okazik.pl/deal/pomagamy-zbiorka-pieniedzy-na-odbudowanie-domu-20151#.VqeBS262uPA.facebook


http://dolsk.info.pl/asp/pl_start.asp?typ=13&sub=0&subsub=0&menu=3&artykul=227&akcja=artykul

piątek, 8 stycznia 2016

"Życie na pełnej petardzie" ks. Jan Kaczkowski

Ksiądz Jan Kaczkowski to duchowny, który jest bardzo mądrym człowiekiem. Z Niego powinni brać przykład inni księża, który chcą zjednywać ludzi. W swoich wypowiedziach jest autentyczny, odważny i szczery do bólu. Wie doskonale, że może nie przysporzy mu to sympatyków wśród duchownych, ale dla Niego liczy się to, żeby być prawdziwym. Dzięki temu potrafi zjednywać sobie zarówno wierzących, jak i niewierzących. Mówi o sobie "onkocelebryta", a to dlatego, że jest znany z tego, że ma raka. Wybudował hospicjum w Pucku i pomaga tam ludziom odchodzić. Kupiłam już jakiś czas temu Jego książkę "Szału nie ma, jest rak", przeczytałam z zapartym tchem. Dobry człowiek, mający ogromną wiarę, traktujący wiarę w Boga bardzo poważnie i z odpowiednią atencją, z drugiej strony rak mózgu-glejak. Książka bardzo wartościowa i godna polecenia.


szalu_nie_ma__jest_rak_IMAGE1_283761_21

Kolejna książka to "Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość". Jeszcze nie czytałam, ale już zamówiłam. Wiem jednak, że będzie tak samo ciekawa i godna polecenia, jak ta pierwsza. Ja polecam już teraz. Również dlatego, że kupując książkę wspomagasz automatycznie puckie hospicjum.


zycie_na_pelnej_petardzie

POLECAM GORĄCO :)